Tak naprawdę zacząłem prowadzić bloga w 2008 roku, przedtem od września do grudnia 2007 było tylko 17 wpisów. Dlatego też w 2008 roku na moim blogu doszło do kilku zmian kategorii, zmieniłem tak, aby rozsądnie rozmieścić wpisy. Zmieniłem też hosting z .yoyo.pl na ovh.org, więc odczułem, że blog szybciej się wczytuje.
No więc pora na statystyki:
Miesiąc
Ilośc odwiedzin
Ilośc wpisów
Styczeń
218
16
Luty
188
13
Marzec
182
12
Kwiecień
238
2
Maj
263
6
Czerwiec
225
1
Lipiec
224
8
Sierpień
185
17
Wrzesień
133
5
Październik
93
10
Listopad
224
6
Grudzień
857
12
A o to wykres:
Taka duża ilość odwiedzin z grudnia wynika pewnie, z tego, że w poprzednim grudniu napisałem dużo wpisów na temat mikołaja, świąt, postanowień noworocznych, a ludzie w grudniu dużo szukają na tematy w googlach. Analizę wykresu pozostawiam wam na zadanie :D
Wyszukiwarki, w których na wynik wyszukiwań nie ma wpływu użytkownik znudziły już mi się znudziły. Na pierwszych stronach nie są satysfakcjonujące wyniki w porównaniu do tego co w ogóle można znaleź w internecie, a strony są pozycjowane. Niedawno dowiedziałem się o "Wikia Search", chociaż powstała ona w styczniu 2008 roku(napisałem rok, bo już żyję 2009).
Pozycja wyników na stronie, nie jest zależna od jakiegoś PageRank danego wyniku, od ilości linków odwołujących się do tego wyniku(strony) itp. tylko od głosów użytkowników na ten wynik dla danej frazy. I dlatego to jest alternatywa, którą raczej będzie trudno zaspamować oraz pozycjonować w niej wyniki. Wikia Search jest dostępna w wielu językach, m.in. w polskim. Wyniki w tej wyszukiwarce nie są narazie satysfakconujące, ale to dopiero wersja alfa, więc nie ma co się dziwić.
Na strony wyników dla danej frazy można usunąć, dodać, podświetlić, skomentować, edytować tytuł lub opis oraz adnotować wynik. Aby "Wiki Search" działała trzeba mieć włączony JavaScript, gdyż wszystko na stronie dzieje się bez przeładowywania; takźe nie ma stron wyników, tylko w miarę przewijania w dół pojawiają się nowe wyniki. Do "Wikia Search" można dodawać własne aplikacje[1], np. program pokazujący wyniki z digga.
Google jakby się trochę bało tej wyszukiwarki, bo gdzieś niedawno angielska wersja google zgapiła pewne rozwiązania od "Wiki Search". Niestety przy wyszukiwaniu w tej wyszukiwarce trzeba się wspomagać google, ale i tak strona tej wyszukiwarki jest moją stroną domową.
Holibka, ledwo co się święta skończyły, a robota już czeka. Mam tu na myśli artykuł Pułapka ateizmu w magazynie Znaki Czasu; moją pracą jest skomentowanie tych bzdur.
Dwa rodzaje ateizmu
Po pierwsze całkowita obojętność wobec Boga i religii oraz wiara, że nie ma to wpływu na życie ludzkie wpływ to apateizm.
Ateizm mocny to stanowcze odrzucenie Boga bądź jakiegokolwiek Absolutu. Ateiści mocni stoją na stanowisku, że religię powinna zastąpić nauka, a odpowiedź na wszelkie egzystencjalne pytania jest w stanie dać w przyszłości ludzki rozum. Refleksję religijną traktują jako zjawisko kulturowe bądź nawet biologiczne. Ateiści mocni próbują agresywnie narzucać swoje poglądy innym czy to poprzez propagandę (jak to robili np. Marks, Feuerbach, Freud), czy też — jeśli mają ku temu okazję — siłą, fizycznie eliminując „przestarzały”, religijny typ człowieka (najbardziej znanymi ateistami tego typu byli Lenin, Hitler, Stalin i Pol Pot). Obecnie ateizm mocny atakuje wszelkie przejawy religijności. Powołując się na neutralność światopoglądową państwa, ateiści mocni sprzeciwiają się nauczaniu religii w szkołach oraz jakimkolwiek publicznym wypowiedziom na temat Boga i religii. Atakują zasadę wolności sumienia i wyznania, jak np. aktualny „papież” ateizmu mocnego Richard Dawkins.
Ateista mocny nie używa propagandy, gdyż propaganda to przekonywanie z użyciem fałszywych argumentów, przekonywanie nie przez argumenty, lecz przez wpływ na emocje. To raczej robią katolicy, mówiąc, że rodzina się będzie za ciebie wstydzić, panu Jezusowi jest przykro itd. Jeśli Hitler, Stalin przekonywali siłą, nie znaczy, że wszyscy mocni ateiści tak robią.
I po któreś tam, ateiści nie mają przywódcy, przywódców itp.
Od Woltera do tłustej aktorki
Kiedy wybuchła rewolucja francuska, Rozum mógł wreszcie zatriumfować. Do władzy doszli ateiści, a społeczeństwo zaczęto formować według ateistycznych doktryn. Kościoły pozamykano, a boską cześć oddawano Rozumowi Ludzkiemu. Pewnego dnia tłum wniósł na ramionach do jednego z kościołów tłustą aktorkę. Miała ona personifikować Rozum. Aktorkę posadzono na ołtarzu i modlono się do niej. Ten spontaniczny kult na tyle zaniepokoił Maximiliena de Robespierre’a, jednego z przywódców rewolucji, że kazał uczestników pochodu zgilotynować, a cześć oddawać bliżej nieokreślonej Istocie Najwyższej. Mimo tych wewnętrznych sporów ateiści nadal zgodnie spędzali chrześcijańskich duchownych pod pokłady statków i topili w Loarze. Było to pierwsze w historii nowożytnej masowe ludobójstwo.
Nie wiem nie jestem historykiem. Ale jeśli chodzi o ludobójstwo, to wypada chyba wspomnieć o inkwizycji, działaniu chrześcijan w Ameryce Północnej i Południowej. I jeszcze raz należy wspomnieć, jeśli jakaś grupa o danym światopoglądzie postępuje źle, nie znaczy, że wszyscy o tym światopoglądzie są źli.
Od Marksa do Stalina AND Od Darwina do Hitlera AND Źródła sukcesu ateistów
Niepowodzenia stalinizmu i hitleryzmu nauczyły ateistów, by nie formułować już żadnych pozytywnych programów budowy nowego, lepszego świata. Celem samym w sobie stała się likwidacja religii. Teraz ateiści głoszą, że odrzucenie wiary jest konieczne do uzyskania jednostkowego szczęścia. Ich zdaniem wierzący jest omamiony i nieszczęśliwy.
Ateiści z innych krajów nie popierali Hitlera bądź Stalina w tamtych czasach. Ateiści dzisiejsi nie popierają Hitlera czy Stalina. Stalinowska Rosja była bardziej religijna niż ateistyczna, gdyż wobec Stalina zastosowano kult jednostki, stworzono tak jakby nową religię. Ateiści nie głoszą, że ludzie wierzący są nieszczęśliwi, a odrzucając wiarę w Boga staną się szczęśliwi, wystarczy sobie przeczytać dowolny temat na http://forum.ateista.pl , żeby się o tym przekonać.
Hitler bardziej zwalczał inne rasy, niż wierzących. Nie wiem dlaczego ateizm miałby implikować nacjonalizm lub faszyzm. Tak samo nie wiem, dlaczego ateizm miałby implikować komunizm, przecież dużo jest ateistów liberałów.
Natomiast jeśli chodzi o Stalina i Hitlera, jeszcze raz napiszę: I jeszcze raz należy wspomnieć, jeśli jakaś grupa o danym światopoglądzie postępuje źle, nie znaczy, że wszyscy o tym światopoglądzie są źli.
A co z sławnymi ateistami(naukowcami), którzy nie byli stalinistami, faszystami, o tym to już autor artykuły nie wspomni.
W artykule, które wyżej skomentowałem, nie ma żadnych argumentów, jest to jedynie propaganda, mająca przekonać czytających ten artykuł, że ateiści są źli. Gdzieś po drodze zgubiło się przykazanie: kochaj bliźniego, jak siebie samego oraz przykazanie: Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Tolerancja też się gdzieś zgubiła. I ciekawi mnie jeszcze jedno, dlaczego zostało to napisane na święta.
Dzisiaj zafundowałem sobie małą głodówkę, postanowiłem dzisiaj nic nie jeść aż do kolacji wigilinej. Moja głodówka nie jest żadnym rytuałem religijnym. Zastosowałem głodówkę, aby spalić nagromadzone zapasy i aby wydalić nagromadzone toksyny. A ja, żeby spalić to wszystko, zrobię dużo ćwiczeń, np. pompki, brzuszki. Jakbym wcześniej poczytał o głodówce leczniczej, może wyszłaby mi na zdrowie.
Rozliczenie
Sport - wziąść się za bieganie codziennie, nauczyć się jeździć na nartach.
Programowanie - nauczyć się programować w JAVIE, PHP oraz podszkolić się w C++, tworzeniu stron.
Przestrzegać moich nakazów moralnych:
Bić tylko w obronie własnej lub obronie słabszych.
Zamiast kłamać, nie wypowiadać się na ten temat.
Nie robić rzeczy, które godziły by na mój honor.
Nie ruszać rzeczy drugiej osoby bez jej pozwolenia.
Nie obrażać w jakikolwiek sposób drugiej osoby.
To co żółte do poprawy; czerowne wogóle nie zaczęte; zielone znaczy, że zaliczone.
Oprócz tego moje postanowienia to: nauczyć się programować w języku D, zdrowo się odżywiać, potrenować silną wolą, stać się bardziej asertywnym(o tym już pisałem wcześniej).
Do nauki zawsze podchodziłem poważnie, uważam, że to ważna rzecz w życiu człowieka. Postanowiłem napisać, co robię, aby osiągać takie wyniki jak osiągam.
Przed właściwą nauką
Najważniejszy jest wewnętrzny spokój i koncentracja. Zauważono, że człowiek szybciej się uczy i koncentruje na materiale, jeśli ma w głowie porządek. Nie chodzi o to, żeby był zdrowy psychicznie, ale o to, żeby inne myśli były wyciszone, np. aby przy uczeniu się, nie myśleć co kupić wylosowanej osobie na mikołajki. Najlepszą metodą na wyciszenie innych myśli, jest zapisane wszystkiego, co mamy do zrobienia, co nie daje nam spokoju.
Jeśli uczymy się książki z tekstów, gdzie nie ma wyodrębnionych definicji, gdzie materiał ważny przeplata się z tym mało ważnym, zapisanie ważnych rzeczy zawartych w danym rozdziale, paragrafie i to na nich się skupić. W przedmiotach humanistycznych, gdzie mamy znać materiał z 40 stron podręcznika, książki, rzecz jasna, że nie będziemy tego wkuwać, lecz będziemy starali się zrozumieć co jest napisane na tych 40 stronach, dlatego pomocne przy zrozumieniu tego, będzie przed przeczytaniem tekstu, przeanalizowanie spisu treści, nagłówków, jakiś streszczeń.
Ważne pomoce przy nauce to notatki z danego materiału, mogą być to notatki graficzne, mapy umysłu, notatki tekstowe(przejrzyste, a nie poskreślane wyrazy itp.)
Niezależnie jakimi metodami się uczymy, to i tak duży wpływ na to jak materiał zapamiętamy, będzie metoda powtórki. Podstawową zasadą jest to, żeby w ogóle powtarzać, a nie nauczyć się raz, a po tygodniu nic nie pamiętać. Przy nauce definicji, czytanie definicji po 100 razy nic nie daje, ponieważ uruchamiamy obszary mózgu odpowiedzialne za czytanie. Lepszą metodą jest egzaminowanie się, tzn. przeczytać, popatrzeć na definicję, zakryć ręką i się przepytać, tzn: zapytać się definicji, zadać kontrolne pytanie zapisane już wcześniej na kartce.
Do Rzeszowa jeżdżę w soboty na SMI, gdyby nie to, to w Rzeszowie bym się nie pojawiał. Wiele osób już pisało, że mieście można spotkać róznych ludzi, różnie zachowujących się itd. I w moim przypadku, a raczej w przypadku Rzeszowa, to się potwierdziło. W dzisiejszym poście napiszę z jakimi zachowaniami spotkałem się pół roku zajęć.
Oszust czy prawdomówny
Jest jesienna sobota. Maszeruję zamyślony ulicą Krakowską. A tu nagle wyskakuje jakiś gość przede mnie. Pyta się, czy mu nie dam 6 zł na bilet do Lublina, na początku zastrzegł, że nie jest pijakiem. Nie wiem, czy mu uwierzyłem, czy nie, ale odmówiłem. Więc on zmniejszył stawkę do 1 zł, tak jak w poprzednim przypadku powiedziałem, że mi zabraknie na bilet(tym razem kłamałem). I na tym się skończyło.
Lecz burza w moim umyśle trwa, czy kłamał, czy mówił prawdę? Gdyby jeszcze raz mi się to zdarzyło, to poprosiłbym o udowodnienie, że pochodzi z Lublina. Żałuję, że nie poprowadziłem dłuższej konwersacji.
Dziecko neo w realu
Oh, yea! To jest to. Idę tylnym wyjściem, przez parking obok WSiZ, oglądam się w około. Mój spojrzenie zatrzymuję się na grupce dwóch osób złożonej wg moich przypuszczeń z siostry i brata(nie wyglądali na parę). Oczy wychwytują szczegóły. Włącza się radar ostrzegawczy - "Warning!. He can be neo child". Rodzeństwo zmierz w kierunku WSiZ. Ja, jak zwykle jestem ciekawski, oglądam się do tyłu...
-Spierdalaj - krzyczy chłopak.
Nic nie odpowiedziałem, tylko odwróciłem się z prowokującym, głupawym uśmiechem na twarzy. On to zauważył i powiedział: "Spierdalaj! Spierdalaj!". Teraz już wiedziałem - dziecko neo na 100%. Zatrzymali się na parkingu ona zapala papierosa, a ja jeszcze na pożegnanie uśmiecham się do jej brata, wywołując u niego kolejną wiązankę, gdzie "spierdalaj" jest wyrazem, przecinkiem i kropką. Jednego nie mogą rozgryźć... Czego jego siostra się nie zareagowała?
Nadpobudliwa
Tym razem idę też ulicą Krakowską, ale w stronę rynku. Zauważam przystanek i zwykłych ludzie oraz dość niską kobietę rozmawiają przez telefon. Dochodzę do niej i słyszę jak krzyczy do telefonu wulgaryzmy. Mijam ją, oglądam się, cóż, na to nic nie poradzę. A tu: "Spierdalaj skurwysynie" skierowane do mnie(wiem, że do mnie, bo to widziałem). Nic się nie odzywam, podnoszę dumnie głowę do góry, prostuje się, stawiam dumny krok. Odchodzę. Do chamów się nie odzywam.
Człowiek na haju w autobusie
Jadę autobusikiem do domku. Siadłem jak zawsze przy oknie, miejsce obok mnie było wolne. Za chwile pojawia się młody człowiek, pyta się czy wolne. Odpowiadam twierdząco. Nie zauważyłem, że jest łysy, że ma dres, że ma glany, bo patrzyłem tylko kątem oka. Od początku mi się wydawał jakiś taki pijany lub coś w tym stylu. Później, gdy znudziła mi się gierka na komórce zacząłem przyglądać mu się. Zauważyłem podkrążone oczy, że żyły w oczach ma bardziej czerwone. Na początku próbował nieudolnie ukraść kobiecie siedzącej przed nim, lecz ona to zauważyła wcześniej niż ja miałem zamiar to powiedzieć. Później wyciągnął coś w rodzaju woreczka z materiały z kieszeni, i zaczął coś z niego wyciągać, m.in. strzykawka, papier, tytoń albo trawkę. Nasypał tego tytoniu lub trawki na kartkę i zawinął w rulon, zaczął mnie się wypytywać o ogień lub o to czy chce zapalić. Nie wiem bo nie zrozumiałem bełkotu, ale wiem, że chodziło o coś związanego z ogniem - poznałem po gestach. Nie czekałem na dalszy rozwój wypadków, przeprosiłem kulturalnie. Wychodząc specjalnie potrąciłem go. Wysypała mu się połowa, ale nie miał żadnych pretensji. Nie poszedłem do kierowcy, bo bym się nie przedostał. Wiem, wiem, że to głupia wymówka, ale naprawdę dopiero przyzwyczajam się do tych zachowań. Ćpun wysiadł w Łańcucie.
Nie wymieniłem żadnego pozytywnego zachowania ludzi z Rzeszowa, ale nie znaczy, że takich zachowań nie ma. Chętnie wskazują drogę, nie jakby z jakimś wyrzutem, że zawracamy im czas. Wychodzi na to, że do zachowań mieszczan będę musiał się powoli przyzwyczajać, gdyż większość życia zamierzam spędzić w mieście.
Naprawdę, gdyby nie religia w szkole, to wiele wpisów na tym blogu by się nie pojawiło. I natchnieniem na dzisiejszy wpis okazała się katecheza: "Aż do śmierci", mianowicie chodzi o małżeństwo. Od pewnej odpowiedzi na lekcji religii na moje pytanie, przestałem zadawać już jakiekolwiek pytania. - piszę to, aby nikt mi później nie zarzucał, czego, jak jestem taki cwaniak, nie dyskutowałem z księdzem itp.
Czego aż do śmierci?
Stawiam tezę, że człowiek jest omylny. Żeby to udowodnić, wystarczy wiedzieć, że istnieje takie coś, jak dogmat o nieomylności papieża, który mówi, że papież jest nieomylny tylko w kwestiach wiary. A skoro papież jest następcą świętego Piotra, to jest on wyżej od zwykłych ludzi. Więc człowiek jest omylny.
Odrzucam zarzuty, że Bóg w sprawach miłości kieruje człowiekiem, zmienia jego myśli, gdyż Bóg dał wolną wolę, więc nie może bezpośrednio zmieniać jego myśli.
Skoro człowiek jest omylny w sprawach miłości to może pomylić zauroczenie z prawdziwą miłością, nawet po kursach przedmałżeńskich może ten błąd popełnić.
Niesprawiedliwe jest zmuszanie niekochających się dwóch osób do życia ze sobą aż do śmierci. Mogą oczywiście żyć w separacji, ale to nic nie da, skoro nie kocha się swojego małżonka, natomiast kocha się inną osobę, a nie można z nią żyć, gdyż będzie to grzechem - to też jest niesprawiedliwe.
Małżeństwo można unieważnić lub rozwiązać tylko z przyczyn technicznych, no jest jeden wyjątek: rozwiązanie węzła z powodu niedopełnienia małżeństwa(brak seksu po ślubie). No i jeszcze przeszkody, gdy bierze się ślub po raz drugi, po unieważnieniu poprzedniego małżeństwa.
Monogamia i Poligamia
Wszystko to co zawarte na ziemi jest honorowane w niebie, PŚ - co się na Ziemi złączyło, w Niebie pozostanie złączonym. I według katolików poligamia jest niedopuszczalna, więc w niebie musiałoby być honorowane tylko jedno małżeństwo w sytuacji, gdy kobieta A wyszła za mąż za mężczyznę B, gdy ten umarł za mężczyznę C. No więc w niebie, jeden z nich byłby poszkodowany i kobieta byłaby poszkodowana, ponieważ ona kocha dwóch. Tej sprzeczności można uniknąć, gdyby nie nadinterpretować niektórych części NT, więcej można przeczytać tutaj.
To tyle o małżeństwie w Kościele Rzymskokatolickim. Gdyby katolicyzm szedł na przód, to byłby w miarę przyjazną religię, a na razie to jest tyle sprzeczności i nielogiczności, że chyba jeszcze wszystkich nie wymieniono.
Dzisiaj wydarzyła się pewna sytuacja w szkole, która wpłynęła w jakiś sposób wpłynęła na moje myśli... Zacząłem myśleć o dystansie do siebie i śmianiu się za siebie, później pomyślałem o komentarzu Kuby Wojewódzkiego w "Mam Talent", gdzie powiedział, że Maryla Rodowicz ma duży dystans do siebie. Później zacząłem myśleć o moim stosunku do niektórych osób. I tak doszedłem do tego, że jestem za mało asertywny. No więc postanowiłem ćwiczyć moją asertywność w szkole, gdy będę dawał odpisywać zadania. Jeśli zobowiążę się do tego na blogu to łatwiej będzie te zobowiązania spełnić. Więc przyznaję wszem i wobec: Jam autor tego bloga zobowiązuje się wszędzie, gdzie się da, ćwiczyć swoją asertywność. O asertywności napiszę tylko wtedy, gdy sam będę asertywny, na razie umieszczę dwie części kursu na asertywność, które znalazłem, gdzież w swoich nie do końca legalnych dokumentach.
Gdy człowiek przez dłuższy okres czasu używa komputera i określonego OS, to po jakimś czasie niektóre programy zadomiawiają się na dysku tejże osoby na długi czas. Tak też jest i u mnie, mam kilka programów, które są dla mnie najlepsze w danej kategorii...
Internet
Przeglądarka internetowa - Epiphany. Na początku używałem Firefox, lecz postanowiłem spróbować czegoś innego. I tak trafiłem na Epiphany. A zagościła u mnie na stałe, ponieważ mam wolnego kompa, a Epiphany jest o wiele szybsza od Firefox.
Klient BitTorrent - Transmission. Na ten program nie trafiłbym, gdyby nie był domyślnie instalowany w Fedora 9. Spodobał mi się, ponieważ w przeciwieństwie do reszty programów tego typu nie ma setek paneli bocznych, górnych itp. - prosty interfejs. Transmission jest też chyba najlżejszym klientem BiTorrent-a.
Klient poczty - Sylpheed. Po zainstalowaniu Fedory używałem domyślnego klienta poczty - Evolution, lecz zmieniłem go, gdyż przy wzroście liczby wiadomości czas działania rósł proporcjonalnie. Poszukałem lżejszego odpowiednika i znalazłem. Sylpheed nie brakuje opcji, jeśli chodzi o pocztę. Warto też wspomnieć o programie Gnubiff. Jest to lekki program, który zadaniem jest powiadomienie o nadejściu nowej wiadomości e-mail.
Czytnik RSS - Liferea. Pierwszy czytnik RSS jaki użyłem na Linuksie. Spodobał mi się, więc został.
Programowanie
IDE for Java/C++/C - Eclipse. Nie muszę tłumaczyć dlaczego.
Webmastering - Bluefish. Używam go, ponieważ jest dobrze rozbudowany i ma przyjazny interfejs.
Multimedia
Odtwarzacze filmów - VLC Media Player i Mplayer. Wciąż nie mogę się zdecydować, który wyrzucić.
Odtwarzacz muzki - Banshee. Odtwarza utwory rekomendowane z last.fm oraz ma wbudowaną funkcję chowania swojego okna do zasobnika.
Konwerter dźwięku - Soundconverter. Narazie jest to jedyny konwerter muzyki na Linuxa.
Nagrywanie płyt - Brasero. Jedyny program jaki testowałem i narazie nie mam zamiaru go zmieniać
Nagrywanie pulpitu - gtk-recordmydekstop. Jedyny taki program.
Użytkowe
Program Genealogiczny - GRAMPS. Jedyny program genealogiczny jako znalazłem na linuska na tej liście.
Mapa Umyslu - Freemind. Jest jeszcze XMind i vym. Ale vym jest niedopracowany, a xmind-a nie mam w repo. A że jestem leniwy, więc zostaje Freemind.
Notatki - Tomboy. Wystarczy przeczytać ten artykuł na jakilinux.org, a już wiadomo czego.
Najważniejszą wartością w życiu wg mnie jest wolność, ponieważ ona uskrzydla. Lecz mam tu na myśli wolność taką, że nie czujemy się zniewoleni przez nasze życie, rutynę, przeszłość.
Człowiek nie zniewolony przez swoje życie, to osoba, który lubi swoją pracę, swoje życie, która czuje, że nie zmarnowała swojego życia. Taka osoba czuje się szczęśliwa. Tak samo szczęśliwy czuje się człowiek, który nie jest na uwięzi swojego sumienia. Już Jan
Kochanowski o tym pisał:
Ale to grunt wesela prawego,
Kiedy człowiek sumnienia całego
Ani czuje w sercu żadnej wady,
Przeczby się miał wstydać swojej rady.
Rutyna, jak wiadomo, nie pozwala poczuć się wolnym, ponieważ robimy tylko to co robiliśmy dzień temu, tydzień temu, miesiąc temu itp., więc jesteśmy na krótkim łańcuchu przeszłości. Niektórzy twierdzą, że rutyna jednak daje szczęście, lecz ona daje tylko ułudne poczucie bezpieczeństwa i stateczności, lecz przy niespodziewanej sytuacji w życiu znika poczucie bezpieczeństwa a w raz z nim szczęście, więc rutyna szczęścia nie zapewnia.
Człowiek wolny czuje, że może robić wszystko i nic go nie zatrzyma, więc czuje się szczęśliwy. A czując się szczęśliwym mamy więcej energii, którą możemy dobrze spożytkować, np. na rozwijanie swoich pasji, zainteresowań, na obdarowanie kogoś swoimi uczuciami.
Człowieka, która ma coś na sumieniu, dręczą wyrzuty sumienia, które nie pozwalają dopuścić do głosu innych myśli, dlatego taki człowiek nie może pokochać drugiej osoby, obdarować jej miłością, poświęcić jej swój czas i uwagę. Miłość też zanika w związku, gdy pojawia się rutyna. Dlatego tylko wolność pozwala istnieć miłości. A jak już wiele osób stwierdziło, miłość uskrzydla i zapewnia szczęście.
Skoro wolność jest wymagana przez szczęście i przez miłość, to jest nadrzędną wartością. Mam nadzieję, że moim argumentami uzasadniłem najwyższą pozycję wolności w mojej hierarchi wartości.