Człowiek robi męczące rzeczy z dwóch powodów. Pierwszy powód to czysta ciekawość, a drugi powód to konieczność. Otóż mój kolega posiada Windowsa i chce testować mój program do nauki słówek Konkord, też lubi tak jak uczyć się języków obcych. Niestety nigdy nic nie kompilowałem na Windowsie, musiałem opierać się na skromnych informacjach z Internetu, a najlepsze jest to, że nie było nic po polsku.
MinGW kontra Cygwin
Przechodząc do sedna sprawy, na moim Debianie kompiluję swój program gcc, gdy kiedyś na Windowsie pracowałem, programy kompilowałem MinGW dołączonym do środowiska developerskiego DevC++ (lecz wtedy nie wiedziałem, że używam jakiegoś MinGW). Lecz teraz wiedziałem, że chcą budować aplikację linuksową na Windowsa, mam dwie możliwości, albo zainstalować Cygwina - implementację standardu POSIX dla systemów z rodziny Windows, albo użyć kompilatora MinGW - gcc przeportowanego na systemy z rodziny Windows.
Cygwin zapewniał by mi to, że nie musiałbym zmieniać kodu programu, ani przekompilowywać zewnętrznych bibliotek, których w nim używam, lecz zmusiłbym również tym użytkowników do instalacji Cygwina, a oni raczej nie chcieli by instalować takiego kombajna dla jednego kilkudziesięcokilobajtowego (bez wkompilowanych bibliotek) programu.
MinGW tworzy mi program z rozszerzeniem .exe, który będzie działał na każdym Windowsie i będzie samowystarczalny. Jednak w tym wypadku będę musiał przekompilować biblioteki i je dołączyć do program i czasem zmienić kod programu.
Zdecydowałem się na drugie rozwiązanie, dużo czasu poświęciłem na wstępne przygotowywania, czyli na to, żeby zainstalować i skompilować to, co będzie mi potrzebne do skompilowania programu. Nie żebym aż tak długo się zastanawiał, lecz te pakiety trochę ważą.
Ostatni wpis o książkach był 11 marca, co nie oznacza, że od tamtego czasu nie czytałem. Wręcz przeciwnie, na świętach i w ostatnią sobotę przeczytałem masę książek, dopiero wczoraj wziąłem się za pisanie ich krótkich opisów, wystawiania ocen. Wczoraj nie opublikowałem wpisu, bo w przypadku dłuższych wpisów daję im czas na dojrzenie, to co wczoraj brzmiało mądrze, dzisiaj niekoniecznie takie się wydaje.
Łączę się w bólu z rodzinami ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiej, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński wraz z małżonką Marią Kaczyńską.
Jest to wielka strata dla Polski, straciliśmy nie tylko wielkich polityków, ale również najważniejszych dowódców WP. Konsekwencje tej tragedii będą wielkie, nie wyobrażam sobie polskiej sceny politycznej bez tych osób.
Pytań nie będę zadawał, bo każdy wie jak będą wyglądały. Najważniejsze, żebymśy z tej tragedii wyciągneli wnioski.
W imieniu Polaków chciałbym również podziękować całemu światu, a szczególnie Rosjanom za wyrazy współczucia i miłe gesty.
W poniedziałek mam sprawdzian z treści „Potopu" H. Sienkiewicza. Książkę przeczytałem jeszcze przed świętami, a zacząłem miesiąc wcześniej, 50 stron dziennie to nie tak dużo. W celu utrwalenia treściu utworu postanowiłem sobie oglądnąć film, na filmwebie użytkownicy pisali , że zgodny z lekturą. Po dobrnięciu połowy piątej godziny filmu nie wytrzymałem, stwierdziłem, że filmu tak niezgodnego z lekturą to jeszcze na oczy nie widziałem, nie będę marnował jeszcze pół godziny na oglądanie reszty i na zastanawianie się, czy to w filmie namieszali, czy ja źle pamiętam z lektury. Przykłady elementów i znacząco różniących się
Ucieczka Oleńki
Listy do Kmicic od hetmana i oświadczyny Wołodyjowskiego Oleńce
Anna Borzobohata-Krasicka
Miecznik rosieński
podróż Kmicic z królem
posłowie od Szwedów do klasztoru w Jasnej Górze
podróż Kmicic spod chaty smolarza do klasztoru w Jasnej Górze
Jakbym dorwał tego, co tą bzdurę na filmwebie napisał, to... To tyle na temat wiarygodności niektórych źródeł w Internecie.
Znalazłem na Hard Core Security Lab artykuł o tworzenie superbezpiecznych haseł i to tylko przy użyciu żółtej karteczki. Niestety ciężko jest stworzyć sensowną żółtą karteczkę, dlatego napisałem program, który pomógłby mi w tym. Jednak przed wgłębianiem się dalej w mój wpis proponuję przeczytać HCSL - Superbezpieczne hasła zapisane na żółtej karteczce.
Pewnie artykuł się spodobał, ale mam kilka uwag, część jest w komentarzach innych użytkowników portalu. Po pierwsze lepiej stosować karteczkę, np. 10x10. Wtedy można stosować już jakąś lepszą metodą, kwadrat, prostokąt, lub kształt jakiejś literki, ruchy z szachów itd. Po drugie wygenerowane hasło pierwsze przepisywałbym z karteczki, a później nauczyłbym się na pamięć i karteczkę wywalił.
A jeśli komuś już się nie chce tak strasznie wymyślać znaków, jakie mógłby wpisać na tą karteczkę, to proponuję skompilować to:
SaaS, czyli oprogramowanie jako usługa - internetowe serwisy takie jak desktopowe programy, np. Google Docs. Oznacza to, że nie mam dostępu do kodu programu, a nawet jakbym miał, to nie mógłbym go edytować, bo wpłynęłoby to na innych użytkowników. Nie widziałbym czy oprogramowanie mnie inwigiluje czy nie, wyobraźmy sobie, że wkracza ABW i każe zamieścić funkcję w edytorze tekstu (zmiana natychmiastowo objęła by wszystkich użytkowników), która będzie ich informowała czy ktoś wpisał np. "cenzura". Ze 100% pewnością mogę stwierdzić, że byłoby notowane, kto i kiedy używał programu.
Kolejną przeszkodą jest to, że byłaby pojemność dysku by się marnowała, a sieć byłaby strasznie obciążona, a dużych korzyści jak na razie z tego nie widać. Jedyną korzyścią może być to, że np. mając zainstalowany system pracujący jak przeglądarka i dane na serwerze nie byłoby dużej różnicy czy korzystalibyśmy z laptopa czy komputera stacjonarnego. Ale to zniknie, gdy upowszechni się IPv6.
Wyobraźmy sobie, że mamy jakieś elektroniczne urządzenie, takie coś w rodzaju routera, które mogłoby uruchamiać inne urządzenia w całym mieszkaniu i byłoby z nimi połączone przez sieć. Jesteśmy w pociągu i chcemy uzyskać przez laptopa dostęp do danych na dysku naszego komputera. No to wpisujemy adres tego naszego routera w przeglądarce, wpisujemy hasło i nazwę użytkownika, włączamy nasz komputer, łączymy się za pomocą zdalnego pulpitu z naszym komputerem (gdy już się włączy), kopiujemy te dane, wyłączamy komputer. I po co nam w tym wypadku dane na jakimś zewnętrznym serwerze.
Gdy ktoś się zastanawia jak postawić stronę lub udostępniać usługi anonimowo w sieci Tor, tzw. „pedofilskiej cebulowej sieci”, to odpowiedź znajdzie poniżej. Sam z tego nie korzystam, bo nie jest mi to w tej chwili do niczego potrzebne, jednak instrukcja stworzona przy pocie mózgu, dzięki której można dostosować Apache do Tora, powinna się komuś przydać.