Potęga kokosa

Każdy wie jak wygląda kokos, lecz nie każdy wiek jak się nim obsłużyć. Mało brakowało, a skończyłbym tak jak niektórzy, którzy nie umieją uczyć się na czyiś błędach, czyli z połamanym młotkiem i sypiącym się gipsem ze ściany. Rozwiązanie problemu jest proste, jednak aby na nie wpaść nasza głowa nie może być pusta jak kokos, nie sama siła decyduje o przetrwaniu.
Jak się dobrać do kokosów?
Pierwsze musimy opróżnić kokosa, czyli gwoździem lub innym narzędziem robimy mu trzy dziurki, przyroda już się sama zatroszczyła o oznaczenie tych dziurek. Wylewamy ten płyn, co znajduje się w środku… najlepiej do szklanki, a nie do od razu do buzi. Możemy poplamić naszą bluzę z adidasa kupioną second-hand, a plamy z mleka kokosowego są ciężkie do sprania. Jeszcze nie wiem do czego ten półprzezroczysty płyn wykorzystać.
Z kokosami jak z kobietą, trzeba je podgrzać, aby dostać się do ich wnętrza – i to dosłownie. Nie pukamy kokosa młotkiem, ani nie walimy o ścianę, tylko go nacieramy wodą i wrzucamy na patelnią lub do piekarnika. Kiedy już cała woda wyparuje z kokosa, wtedy możemy rozbić naszego kokosa, wystarczy jedno puknięcie i popęka wzdłuż włókien.
Miąższ
No dostałem się do wnętrza. Skorupę dałem rodzeństwu do zabawy, ale co zrobić z miąższem? Odpowiedź znalazłem szybko – mleko kokosowe. Co z mlekiem kokosowym zrobię, to później się zastanowię. Narazie musimy przetworzyć nasz miąższ. Kroimy go w jakąś większą kratkę i zalewamy gorącą wodą (lejemy według uznania, jednak lepsze mleko gęste niż rzadkie). Teraz pora na zmiksowania lub zmielenie naszej mieszanki. Możemy zmiksować blenderem, jeśli natomiast nie posiadamy takiego urządzenia, to korzystamy z maszynki do mięsa (ważne, że do mięsa, bo nie przepuszcza wody). Później to przesączamy przez jakąś ściereczkę, aby wióry oddzielić od właściwego mleka kokosowego.
Mleko kokosowe i naleśniki kokosowe
Mleko kokosowe możemy wszędzie wykorzystać tam, gdzie wykorzystujemy zwykłe mleko. Ja moje mleko kokosowe wykorzystałem do zrobienia kokosowych naleśników. Do zrobienia naszych naleśników potrzebne nam będzie:
- 150 g mąki
- kilka łyżeczek cukru (według uznania)
- 2 jajka
- 240 ml mleka kokosowego
- olej roślinny do smażenia
Wykonanie:
Dodajemy wszystko (oprócz oleju) do jakiejś miski, następnie miksujemy lub mieszamy. Później dajemy naszą patelnię na gaz, dajemy trochę oleju i dopiero później chochlę naszej mieszanki. Po jakimś czasie sprawdzamy, czy strona dotykająca patelni jest usmażona, jeśli tak to podwadzamy i przewracamy (nie polecam przewrotu w locie :D). Następnie, gdy kolejna strona się usmaży, to zdejmujemy nasz naleśnik, nalewamy trochę oleju i zaczynamy smażenie kolejnego naleśnika. Jeśli pierwszy naleśnik źle wyszedł lub się rozwalił, to nie ma się czym przejmować, pierwszy zawsze taki wychodzi ;) A czy lub czym posmarujecie swoje naleśnika, zależy od was. Ja próbowałem smarowania gorzką czekoladę, dżemem, bitą śmietaną, białym serem.
Ciekawym pomysłem może być też zrobienie budyniu kokosowego według przepisu znajdującego się na Red and Pale - Budyń kokosowy.
Podsumowanie
Ten wpis nie ma morału, jednak oprócz robienia naleśników kokosowych, możecie się czegoś jeszcze nauczyć. Nie zamierzałem tak naprawdę kupować kokosa, po prostu poszedłem do sklepu i chciałem kupić jakiegoś owoca. Zauważyłem kokosa i coś mnie kusiło, jednak zaraz odezwały się myśli w mojej głowie: „Nigdy tego nie jadłeś, nie wiesz czy ci posmakuje”, „Jak to rozbijesz”, „Czy się będzie opłacać”. Najważniejsze jednak jest to, że sklasyfikowałem te myśli i stwierdziłem, że to jest strach przed nieznanym i przed ryzykiem, dlatego zrobiłem sobie na złość i kupiłem kokosa. Jest to ważna nauka, bo czasem warto ryzykować, w najgorszym wypadku zdobędziemy przydatne doświadczenie, a w najlepszym… Tutaj sami sobie odpowiedźcie na swoje pytanie!
Jeśli spodobał ci się wpis, zasubkrybuje kanał RSS
2 komentarzy »
Kostia napisał 9 Października 2010 o 11:06
Witam, właśnie dobieram się do kokosa i mam takie pytanko, czy jest jakiś prosty sposób na oddzielenie skorupy od miąższu? Pozdrawiam.
godlark napisał 9 Października 2010 o 16:23
Jeśli odpowiednio długo go podgrzewałaś, to skorupa powinna łatwo dać się oddzielić od miąższu. Jednak nie zbyt długo, bo wybuchnie ;) Jeśli już go rozbiłaś i skorupa jest przyklejona do miąższu, to nic Ci nie mogę doradzić, bo sam takiego przypadku nie miałem – niestety.