Dzisiaj wydarzyła się pewna sytuacja w szkole, która wpłynęła w jakiś sposób wpłynęła na moje myśli... Zacząłem myśleć o dystansie do siebie i śmianiu się za siebie, później pomyślałem o komentarzu Kuby Wojewódzkiego w "Mam Talent", gdzie powiedział, że Maryla Rodowicz ma duży dystans do siebie. Później zacząłem myśleć o moim stosunku do niektórych osób. I tak doszedłem do tego, że jestem za mało asertywny. No więc postanowiłem ćwiczyć moją asertywność w szkole, gdy będę dawał odpisywać zadania. Jeśli zobowiążę się do tego na blogu to łatwiej będzie te zobowiązania spełnić. Więc przyznaję wszem i wobec: Jam autor tego bloga zobowiązuje się wszędzie, gdzie się da, ćwiczyć swoją asertywność. O asertywności napiszę tylko wtedy, gdy sam będę asertywny, na razie umieszczę dwie części kursu na asertywność, które znalazłem, gdzież w swoich nie do końca legalnych dokumentach.
Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie notatka z zeszytu z WoS-u:
4. Deflacja - odwrotna do inflacji, stały spadek cen. Jest niekorzystna dla gospodarki, ponieważ przedsiębiorstwa nie mogą sprzedać towarów po cenach zapewniających zysk".
Zysk, dodatni wynik finansowy przedsiębiorstwa, oznacza, że ma ono wyższe przychody niż koszty ich uzyskania.
Udowodnijmy, że notatka z WoS-u jest fałszywa:
Teza: Deflacja nie zmniejsza zysku przedsiębiorstwa.
Załóżmy, że najpierw przedsiębiorstwo uzyskuje zysk ze sprzedaży, a dopiero później ponosi koszty: wypłaty, prąd itp.
Dowód:
Ceny spadają o x%, więc firma uzyskuje o x% mniej pieniędzy. Na koniec miesiąca firma ponosi koszty uzyskania tych przychodów, więc płaci o x% mniej za prąd, wodę itp. Może też wypłacić o x% mniejsze wypłaty dla pracowników, gdyż pracownicy będą ponosić o x% mniejsze tzw. wydatki na życie.
Zakończenie: Wydatki i dochody są mniejsze o x%, więc stosunek wydatków do dochodów jest taki sam.
Inflacja vs Deflacja
Napewno każdy zauważył dziwną sprzeczność, Inflacja jest zła, Deflacja zła, zastój cen też zły. No to co jest dobre? Niektórym grupom chyba o to chodzi, żeby ogłupić mniej wkręconych w temat. Postaram się wypisać najważniejsze dobre i złe cechy obu tych zjawisk.
Inflacja
Jedyną zaletą inflacji jest to, że państwo może pokryć wydatki, w mniej widoczny sposób, ale kosztem zubożenia społeczeństwa. No to przejdźmy do wad inflacji:
Koszty produkcji pieniędzy - coraz więcej banknotów, banknoty o większych nominałach.
Operacje na większych sumach w komputerze trwają o jakiś ułamek dłużej.
Koszty związane ze zmienianiem cen.
Społeczeństwo mniej rozsądnie wydaje pieniądze, ponieważ im szybciej się wyda pieniądze, tym więcej się zyska - konsumencki tryb życia.
Deflacja
Wady Deflacji:
Koszty związane ze zmienianiem cen.
Zmniejszenie opłacalności produkcji, ale tylko w przypadku regulacji rynkowych uniemożliwiających obniżenie kosztów produkcji.
Wzrost bezrobocia, ale tylko gdy państwo ustanowiło płacę minimalną.
Zalety Inflacji:
Mniejsze koszty produkcji pieniędzy - coraz mniej banknotów, banknoty o mniejszych nominałach.
Operacje na mniejszych sumach w komputerze trwają o jakiś ułamek krócej.
Społeczeństwo rozsądniej wydaje pieniądze, ponieważ pieniądze opłaca się oszczędzać, a nie wydawać.
Mniejsza ekspansja kredytowa.
Deflacja posiada tylko jedną wadę wspólną z inflacją oraz dwie dodatkowe, ale jak można zauważyć, tylko w przypadku regulacji państwowych. Pierwsze uchwala się ustawy ograniczające wolny rynek, a później mówi się, że deflacja jest zła. Zwalczanie deflacji jest jedynie w interesie bankierów, ponieważ, gdy jest deflacja, to więcej ludzi oszczędza, a nie bierze kredyty. Przyczyny inflacji są są opisane tutaj.
O co chodzi w tym całym zamieszaniu, a chodzi o Plan Paulsona, która polega na tym, że państwo(tzn. sekretarz skarbu) wykupi za 700 mld. $ - pieniądze podatników, którzy nie mają za co spłacić kredytów, "zatrutów papiery" od ludzi z Wall Street. Plan Paulsona został odrzucony w Izbie Reprezentantów. Po zmianach przyjętych przez senatorów, plan trafił ponownie do Izby Reprezentantów, gdzie tym razem został przyjęty.
Przy pierwszym głosowaniu posłowie postanowili postąpić zgodnie z wolą narodu. Natomiast po senatorach spodziewałem się przyjęcia Planu Paulsona, senatorowie to głównie starzy wyjadacze, mocno powiązani z środowiskiem z Wall Street. Jak przeczytałem dzisiejsze wydanie "Dziennika" to cały dzień mialem nadzieje, że Izba Reprezentantów odrzuci projekt, lecz presja ze strony ... działa cuda.
Takie wykupienie "zatrutów papierów" przez państwo nie jest sprawiedliwe, ponieważ ratuje dupy tym co powinni "zatonąć" zgodnie z prawami rządzącymi wolnym rynkiem. Inwestowali, postępowali, pożyczali nierozsądnie, więc powinni mieć za swoje, ale "reprezentanci ludu" dają im informację, że mogą dalej tak postępować, a gdy będzie kryzys, zostaną uratowani od bankructwa.
A co ze zwykłymi obywatelami USA, którzy toną w długach, przez postępowanie państwa i bankierów? Im to nie należy się pomoc, chociaż oni są najbardziej pokrzywdzeni, zmanipulowani przez bankierów.
Zauważyłem też jeszcze jedną niesprawiedliwość, ogłoszenie bankructwa, upadłośći. Teorytyczna sytuacja(pewnie opisuję sytuację jakiegoś banku w hameryce)
Przypuśćmy, że taki bank prywatny pożyczy jakąś sumkę o banku centralnego w danym państwie(u nas NBP), żeby pożyczyć 9 razy większą sumkę zwykłym kredytobiorcom np. kredyty hipoteczne na 100% wartości mieszkania, gdzie ta wartość mieszkania jest przeceniona. Ceny mieszkań mają charakter spekulacyjny, ceny rosną, ponieważ dużo osób ma nadzieję na sprzedanie mieszkania po wysokiej cenie. Stopy procentowe wzrastają z powodu inflacji.
Z jakiś przyczyn duża grupa osób nie jest w stanie spłacić długów, więc bank przejmuje ich mieszkania. Mało osób jest w stanie kupić te mieszkania, ceny mieszkań spadają(mały popyt, duża podaż). Mało osób chce brać kredyty z powodu dużych stóp procentowych. Okazuje się, że bank jest niewypłacalny, jego cały majątek przejmuje jedyny wierzyciel - bank centralny, lecz to tylko np. połowa długów, resztę długów jest umożona. A że bank centralny jest instytucją państwową, więc reszty długo nie dostanie, więc musimy go spłacić my - podatnicy.
Jestem ciekawy ile procent tych co głosowało za planem Paulsona utrzyma się w tych izbach po następnych wyborach. Analizę przyczyn kryzysu amerykańskiego można znaleźć na: liberalis.pl, dwagrosze.blogspot.com lub tutaj. Naprawdę szkoda mi zwykłych Amerykanów, wyrazy współczucia przesyła ateista z Polski.
Muszę się przyznać, że byłem głupi i nawet się nie spodziewałem, że jest jakiś alternatywny czy dopełnienie państwowego systemu pieniężnego opartego na kredycie. O takim systemie dowiedziałem się czytając artykuł na Wolnych Mediach. Tematem tego artykułu jest LETS, ten system jest trochę podobny do mojego systemu barterowego, zresztą sami ocenicie czytając artykuły na LETS.PL.
Zaletą tego systemu jest, że pieniądz jest informacją, czyli nic nie trzeba do jego produkcji. Wraz ze wzrostem dostępności internetu, powinna wzrosnąć też popularność tego systemu. Lecz dzięki temu systemowi nie ominiemy podatków, tutaj też je trzeba płacić, lecz mniejsze niż w moim systemie barterowym, ponieważ nie trzeba płacić 2 * VAT 22%, tylko raz podatek tak jak w normalnej transakcji jest chyba rozliczane z ZŁ(upewnię się w najlbiżyszm czasie). Sam nawet zamierzam stworzyć taki system i udostępnić kod platformy, na której można by utworzyć system LETS. Ja do tego swojego systemu dodałbym wymienialność waluty głównej na walutę systemu LETS. Wymienialność tej waluty była oparta na popycie i podaży. Kurs waluty byłby zmieniany codziennie, więc dzięki temu można zapobiec inflacji(i nie tylko jej).
PS. Moje marzenia na idealny świat mogą przestają już być tylko marzeniami. :D
Jak obiecałem tak napiszę. W tym wpisie będą przykłady i omówienie transakcji barterowych, w których jednym towarem są "prywatne pieniądze. Tutaj zakładamy, że 1 j.p.p = 1zł.
Zakup towaru
Wymiana 100 batonów za 100 jednostek prywatnego pieniędza.
100 batonów - których wartość wynosi 95zł(mamy rachunek w zł za zakup z hurtowni).
100 jednostek prywatnego pieniądza - których koszt uzyskania wynosi 100zł.
Wartość transakcji oceniamy na 100zł.
Kupujący płaci podatek VAT 22% z (100zł -100zł), czyli nie płaci podatku.
Sprzedający batony płaci podatek VAT 22% z (100zł - 90zł), czyli 2,2zł.
Gdy sprzedający nie ma rachunku z hurtowni w zł, a kopię umowy do transakcji barterowej, to kosztem uzyskania towaru(100 batonów) przez sprzedawcę jest wartość transakcji barterowej, w której kupił te batony.
Umowa o pracę
Wymiana 160 godzin pracy na budowie na 2000 jednostek pieniądza prywatnego.
160 godzin - koszt uzyskania wynosi 0 zł.
2000 jednostek pieniądza prywatnego - 1800 zł(jeśli pracodawca sprzedawał towar w zł)
Wartość transakcji określamy na 2000 zł.
Pracujący płaci podatek VAT 22%, z (2000zł - 0 zł), czyli 440 zł.
Pracodawca płaci podatek VAT 22%, z (2000zł - 1800zł), czyli 44zł.
Gdy sprzedaje swój towar w prywatnych pieniądzach to po prostu dołącza się kopię transakcji barterowej, w której uzyskało się pieniądze, lub dołącza się rachunek z kantoru.
Kredyt w banku
Co zaskoczenie, że daję wzór barteru o kredyt w banku. Nie ma się czemu dziwić(chociaż uważam lichwę za zło), ja nie chcę po prostu lichwy, w której następuje kreacja pieniądza. Normalny obrót pieniędzmi jest dobry.
Wymiana 1000 jednostek prywatnego pieniądza na 1100 jednostek prywatnego pieniądza.
Koszt uzyskania 1100 j.p.p.(które są oddawane) to 1000 j.p.p(które są pożyczane) przez bank.
Koszt uzyskania 1000 j.p.p. to 1100 j.p.p. przez klienta.
Wartość transakcji to 1000 zł.
Bank płaci podatek VAT 22% z (1100zł - 1000zł), czyli 22zł.
Kredytobiorca płaciłby ujemny podatek.
Lecz bardziej akceptowalne przez poborców podatków byłoby zawarcie dwóch transakcji[uzyskali by większy podatek]. W pierwszej bank przekazuje 1000 j.p.p kredytobiorcy i płaci minimalny podatek(ponieważ koszt uzyskania tych pieniędzy byłby prawdopodobnie bliski 1000zł[1000 j.p.p.]), a kredytobiorca płaci 22% z 1000zł[1000 j.p.p]. W drugiej kredytobiorca płaci podatek bliski zeru, natomiast bank płaci podatek 22% z 1100zł[1100 j.p.p]. I te dwie transakcje były powiązane jakąś umową.
Te trudności wydają się być niczym, gdy weźmiemy pod uwagę, że dzięki temu możemy uzyskać stabilność pieniądze, prawie zerowa inflacja[wina "kantorów"], czyli pewność, że po kilku latach nasz 1000 j.p.p. nie będzie warte 500 j.p.p., a niestety tak jest, gdy zalegalizowana kreacja pieniądza.
Dzisiaj postanowiłem napisać wpis na temat inflacji. A najbardziej sprowakowała mnie do tego reklama Tesco: "Stopujemy inflacje". To nie jest największa głupota jaką w życiu słyszałem, ponieważ wiele ludzi tak naprawdę myśli, że inflacja to wzrost cen - a to gówno prawda.
Co tak naprawdę powoduje inflację?
Czyż nie jest tak, że od prawie każdego i prawie wszędzie słyszymy(szczególnie w mediach), że inflacja to wzrost cen. Mało jest ludzi, którzy przekazują rzetelną wiedzę, jednym z nich jest autor bloga dwagrosze.blogspot.com. Inflacja to nie jest wzrost cen, tylko to jest wzrost ilości pieniądza na rynku. Ponieważ zgodnie z logiką, przy większej podaży(produkcji, dostępności produktu), a przy takim samym popycie wartość towaru maleje[tutaj pieniądza]. Wzrost masy pieniężnej o 200% w ciągu 10 lat(wskaźnik M3 od 1996 do 2006) napewno nie jest spowodowany działaniem kantorów, ani fałszerzy. Zrozumieć to co napisałem pomoże oglądnięcie filmiku "Pieniądz jako dług", który znajduje się na video.google.com w jednej części, natomiast na youtube.com w pięciu częściach. W skrócie mogę powiedzieć, że to powodują banki.
Banki? Coż one zawiniły? Banki nic, raczej rządy zgadzające się na zalegalizowaniu kreacji pieniądze z niczego; tzn. nie z niczego.
Załóżmy, że stopa rezerw obowiązkowych wynosi 20%. Pan Kowalski ma 1000zł i postanawia te pieniądze zdeponować w banku. Bank może wykreować 800zł(100%-20%), ale 200zł jest rezerwą obowiązkową. Pan Modalski przychodzi do banku, żeby pożyczyć 800zł na komplet mebli. Pan Modalski kupuje te meble za 800zł u pana Malinowskiego. A pan Malinowski zdeponuje te pieniądze w banku. Bank na podstawie tego może wykreować 640zł(160zł - rezerwa obowiązkowa). I tak to pożyczanie, deponowanie może się ciągnąć w kółko, ale wartość pieniądza nigdy nie będzie rosła.
Tak powstaje inflacja, kredyty zaciągane przez nas(tak my też jesteśmy winni) powodują inflację. Ale oprócz powodowania inflacji, dajemy też bankom kilka procent więcej niż porzyczyliśmy. Banki się bogacą, a my tracimy.
Jeśli nawet przestalibyśmy brać kredyty, to nasze kochane państwo bierze kredyt, aby pokryć wydatki socjalne.
Długo nad tym myślałem. Pierwszą myślą jaka mi do głowy wpadła, był bunt przeciw władzy i zakazanie kreacji pieniądza przez banki; ale to nie jest wykonalne w dzisiejszych warunkach. Gdy się dowiedziałem o pieniądzach lokalnych, to odrazu przypadł mi ten pomysł do gustu. Przecież przekonanie kilku urzędasów w mieście jest proste, ale pieniądz lokalny to nie jest prawny środek płatniczy. Gdy na jakiejś stronie internetowej przeczytałem o barterze, to już miałem wizję w głowie. Tak wizję lepszego świata :D.
Cóż to jest ten barter? Barter to po prostu wymiana towarów, lecz trzeba płacić podatek. Podam przykład opodatkowania barteru:
Kupiłem 1000 lizaków razem za 900zł.
Kolega kupił 100 batonów razem za 950zł.
Wartość transakcji określamy na 1000zł.
Następuje wymiana 1000 lizaków za 100 batonów.
Teraz sprawa podatku, podatek odliczany jest od zysku(22% VAT - bo to jest usługa), czyli wartość_transakcji - koszt_wymiany. Czyli ja bym zapłacił podatek 22zł, a kolega 11zł.
Co on ma wspólnego z prywatnymi pieniędzmi? Oj dużo ma wspólnego. Te pieniędze miały by tylko nazwę pieniądze, a tak formalnie to by był zwykły towar podlegający wymianie. Kupowanie za te pieniądze było by tak proste jak barter; kupujący jako koszt uzyskanie "pieniędzy" dawałby albo wyciąg z "kantoru"(sklepu w którym kupił pieniądze) lub ksero umowy barterowej, w której uzyskał pieniądze. W systemie elektronicznym byłoby to bardzo prościutkie. Wybrałem taki sposób rozwiązania problemu, ponieważ:
Ja bym produkował taki pieniądz, więc banki by nie powodowały inflacji. A gdyby spróbowały, szybko by się to wydało, gdyby klienci próbowali wybrać pieniędze - i banki mogłyby zostać legalnie w majestacie prawa oskarżone o fałszerstwo(ponieważ wydali papierek, że klient może wybrać sobie jakiś tam towar, chociaż ten towar nie istnieje).
Odporne na inflację złotego, euro i innych prawdziwych pieniędzy, ponieważ cena tego pieniądza była by oparta na popycie i sprzedaży. Cena w walucie by rosła, ponieważ rosła by ilość tej prawdziwej waluty(inflacja).
To chyba było by tyle na temat zapobieganiu pieniędzy i zniewalniu nas przez system bankowy. Następnym razem napiszę, przykłady transkacji "prywatnymi pieniędzmi". Gdy będę trochę starszy i bogatszy(będzie mnie stać kupno prasy do drukowania pieniędzy[można jeszcze opatentować, wtedy fałszerze twoich pieniędzy byliby ściagni jak przestępcy]) to wydam własny pieniądz. A dla tych co lubią inflację i nie chcą prywatnych pieniędzy polecam wyjazd do Zimbabwe.
Tagi: CIT, Ekonomia, Państwo, PIT, podatki, Polska, socjal, VAT, Kategoria: PERPiS Większość, uważa, iż Polska nie jest straszna, ponieważ podatki wynoszą tylko 20%(19% dokładnie), więc tak naprawdę dużo nam nie zabiera. Ale to jest mylne przekonanie, bo nie bierzemy pod uwagę całego rynku, państwo zabiera jednym podatkiem 20%, a reszta? Weźmy więc pod uwagę taką prostą sytuację.
Mamy 10 ludzików, 8 pracuje w fabryce, 2(panowie A i B) w sklepie. Załóżmy, iż każdy z osobna posiada kapitał w wysokości 2440zł. Więc tych 10 ludzików idzie do sklepu i kupuje wszystko na co ich stać, wydają 2440zł, 22% to jest VAT idzie więc do budżetu państwa, natomiast 20000zł zarabia sklep. Sklep płaci 20% podatku z utargu, czyli płaci 4000zł, zostaje 16000zł. Panowie A i B wypłacają sobie po 1500zł, a reszta 13000zł zostaje przeznaczona na zakup towaru w fabryce. 20 % z pensji pana A oraz B, czyli 300zł zostaje oddane państwu. Właściciele/pracownicy sklepu kupują towar w fabryce za 13000zł. Fabryka zarabia 13000zł, 20% musi oddać państwu, więc zostaje 10400zł, to zostaje podzielone pomiędzy 8 pracowników każdy dostaje po 1300zł, 20% daje państwu, zostaje 1040zł.
Czyli razem zostaje 8 * 1040zł + 2 * (1500zł-300zł) = 8320zł + 2400zł = 10720zł
No tak przecież, to bardzo dużo zostaje 10720zł z 24400zł, aż 44% zostaje w naszych łapskach, które nie wiedzą jak rozporządzać pieniędzmi. Nie chciałem tu też robić jakiejś pełnej sytuacji rynku, chciałem tylko pokazać, że błędne jest przekonanie, że państwo zabiera tylko 20%. Kto chce może sobie zrobić większą symulacje np. dodać podatki dla bogatszych, dodać trójstopniowe przekazywanie kapitału(np. elektrownia --> fabryka --> sklep), zapewniam, że wtedy wyjdzie, że jeszcze więcej podlega redystrybucji.