Katecheza 4 : "Tak wiele otrzymaliśmy"
Co chowasz dla siebie już straciłeś. Co dajesz, to na zawsze będzie twoje.
Czwartkowa katecheza opierała się na tym cytacie, na katechezie toczyła się zażarta dyskusja, w której ja brałem udział. Postaram się omówić i skomentować ten cytat..
Na katechezie mieliśmy zinterpretować ten cytat, lecz niestety nad jedną interpetacją tego cytatu wywiązał się dyskusja, mianowicie nad sprawami materialnymi, a moją uczuciową interpretację tematu ksiądz nie skomentował. Pewnie miał w programie, żeby nakierować dyskusję na ten tok, właśnie widać jak w katolicyzmie jest traktowane samodzielne myślenie, niepodążające za utartymi schematami. No dobra pierwsze skomentuję interpretację opartą o sprawy materialne.
Sprawy materialne[życie ziemskie + rzeczy]
Ta interpretacja to, że jeśli pozostawimy dla siebie, to nie dostaniemy nagrodę w niebie, jeśli zaś komuś damy to wiadomo co. Ja bym natomiast podsunął interpretację, jeśli coś zostawimy dla siebie, a jest nam to niepotrzebne, to nam to zniszczeje, ponieważ nie będziemy się tym zajmować; natomiast jeśli komuś coś oddamy, to ta osoba raczej :D będzie o tym pamiętać i będzie nam dziękować, oraz pozostanie to zadbane i będzie dłużej istnieć. Ta moja druga interpretacja jest tylko dla rzeczy niepotrzebnych, natomiast dla rzeczy potrzebnych pozostaje nam druga interpretacja. Osoby, które oddaję rzeczy potrzebne, powinny być szanowane, lecz o tym ładnie napisał RAZ 79 w notce na swoim blogu.
Od interpretacji cytatu sprawa przeszła do jałmużny i ile jej dawać. Problem w jakiej ilości dawać jałmużne został nierozwiązny na katechezie. Wielkość pojedyńczych datków została rozwiązana, ja uważam, że należy dawać to co nam zbywa, czyli jakieś drobniaki, żebrak trochę zbierze, gdy 200 osób wrzuci po 1zł, ksiądz natomiast uważa, że osoba, która daję taką ilość, która coś dla niej znaczy, jest bohaterem, ja uważam, że głupcem[zaraz wytłumaczę dlaczego].
Problem sumy jaką przeznaczyć w miesiącu na jałmużny czy jakieś datki został rozwiązany, lecz dlatego, że ja na ten temat się nie wypowiadałem. Ksiądz mówi, że należy taką ilość oddać, żeby stać się świętym, czyli bardzo dużo[nieraz życie za kogoś] i takich ludzi uważa za bohaterów. Ja takich ludzich, którzy oddali tak dużo, że znacznie pogorszył się ich stan majątkowy, uważam za głupców, gdyż taki człowiek co sobie poradził w życiu, mógłby przecież oddać trochę, resztę pieniędzy pomnożyć i część jej oddać. Dzięki takiemu postepowaniu osoba mogłaby pomóc większej ilości ludzi.
Jeśli chodzi o oddanie czego bardzo dużej wielkości, czyli życia, ksiądz posłużył się manipulacją, bo dał przykład jakiegoś tam człowieka, który oddał życie za kogoś w obozie koncetracyjnym. Była to manipulacja, ponieważ ten człowiek nie mógł nic innego oddać, a też by za kilka dni prawdopodbnie stracił to życie.
Problem, komu należy dawać jałmużnę, nie został rozwiązany, gdyż zadzownił dzwonek, a taka fajna dyskusja się wywiązała. Ksiądz obstawał przy tym, że nie zależnie komu dajemy kasę, to i tak zbliżamy się tak samo do "świętości"; uważa, że nie powinno nas interesować nas czy ta osoba te pieniądze przepije, czy przeje, czy odda komuś bardziej potrzębującemu. Lecz ja uważam, że to pokazuje nasz egoizm i oddala nas od "świętości", gdyż naszym celem staje się sama "świętość", a nie polepszanie świata, rozszerzanie dobra. Równie dobrze mógłbym rzucić 1000 zł w 1zł lecą helikopterem na Warszawa, jestem dobry, bo oddałem ludziom pieniądze. Właśnie to mnie daroczyńce powinno mnie interesować, co ta osoba zrobi z pieniędzmi; i nie zgadzam się z tym, że jak już dam komuś te pieniądze, to nie są moje pieniądze, więc nie powinno mnie interesować co ta osoba z pieniędzmi robi, właśnie że powinny "świętego" interesować ludzie, żeby był "świętym". Osobom, które np. przepijają pieniądze należy pomóc, lecz nie w sposób dawania pieniędzy na picie. Popełniamy dwa "grzechy", dając niewłaściwej osobie pieniądze,: np. pogłębiamy ją w swoim nałogu oraz pieniądze mogliśmy dać osobie, która by te pieniądze właściwie wykorzystała.
Uczucie
Interpretacja prosta wg. mnie, być może dlatego, że nie wywiązała się nad nią dyskusja. Teza brzmi, gdy miłość lub nienawiść zachowujemy dla siebie, to te uczucia szybko zanikają, lecz gdy się nimy podzielimy z drugą osobą to na zawsze pozostanie to w naszej pamięcie, a miłość może się przerodzić w długi związek, a nienawiść w zażartą bitwę na śmierć i życie. Gdy nie okażemy swojego uczucia, to wiadome, że nic z tego nie będzie, uczucie szybko przeminie bo pojawi się nowa osoba, którą będziemy bardziej kochać lub nienawidzić. Lecz, gdy je okażemy, to sytuację okazania tego uczucia będziemy pamiętać: może być to porażka lub wspaniały początek, gdy okażemy to niezależnie co by się stało i tak to zapamiętamy.
Zaczynam też cykl komentowania katechez. Lecz nie zapomniałem o komentowaniu kolejnych rozdziałów "Czego naprawdę uczy Biblia", tylko ja nie mam czasu na czytanie tego, ale obiecuję, że w najbliżyszm czasie skomentuję kolejny rozdział.
Przypisy:- Świętość, święty to interpretacja księdza, moja to bohaterstwo, bohater.
- Są tylko dwa uczucia, nie ma takiego uczucia jak obojętność, gdyż jest to brak uczucia.