Teraz wszystko jest P2P – pobieranie plików, serwery proxy, trwają pracę nad DNS-P2P i teraz jeszcze wyszukiwarka P2P. Jednak nie dzieje się tak bez powodu, część ludzi ma dość scentralizowania m.in dlatego, że łatwo jest zdobyć dane o użytkownikach, jeśli są one na jednym centralnym serwerze oraz łatwo wstrzymać jakąś usługę wyłączając centralny serwer. Sieć YaCy została stworzona, aby być konkurencją dla Google, które posiada i przetrzymuje informacje o wszystkich użytkownikach (co wpisywali, kiedy wpisywali, jaką mają przeglądarkę itd.).
Google zna wszystkie frazy wpisałeś do wyszukiwarki i które linki kliknąłeś, wie gdzie mieszkasz, wie jaki masz adres IP, wie jakiej przeglądarki i jakie OS używasz, a jeśli masz GMaila, to również wujek G. wie, z kim utrzymujesz kontakt, a gdy zarejestrowałeś swoją witrynę w Google Analytics, to wie na jakie tematy lubisz się wypowiadać. To zdecydowanie za dużo informacji jak na jedną korporację; te informacje są również dostępne dla reklamodawców (spersonalizowanie reklamy) oraz rządów państw, które się dogadają z Google. Google nie musi tych rzeczy wiedzieć i jest na to sposób.
Chyba zmądrzałem, postanowiłem skończyć z zabawami blogowymi, czyli naśmiewaniem się z ludzi, którzy szukają różnych dziwnych rzeczy w google i trafiają na mojego bloga. Skończyłem z tym i usunąłem wszystkie wpisy z tym związane. Mam nadzieję, że dzięki temu wzrośnie pozycja mojego bloga w google i poprawią się statystki, użytkownicy będę spędzać więcej czasu na moim blogu. Jest to też z tym związane, że zamierzam umieszczać na blogu reklamy z programu AdSense, a tam musiałem zaakceptować to, że na moim blogu nie będzie treści pornograficznych itd., a nie wiem jak takie słowa potraktowało by google.
Od teraz zamierzam również analizować statystyki, aby dostosować mojego bloga do potrzeb użytkowników, żeby trafiali na to, co szukali. Przy okazji jeszcze wspomnę, że zrezygnowałem z gostats.pl, a zacząłem koszytać z google Analytics.
Zmieniłem styl bloga, teraz jest zielony, bardziej przyjazny dla oczu
Dzisiaj zacząłem usuwać mój e-mail ze wszystkich stron, żeby trudniej było znaleźć mój e-mail botom. Jest to ciąg dalszy usuwanie moich danych z internetu i zwiększenia mojej prywatności. Poprzednio usuwałem wszystko to, co wiązało mój nick z moim nazwiskiem. No ale tak jak wtedy trafiłem na idg.pl tak teraz trafiłem na jakieś finansowe.mea.pl. Na tej stronie są skopiowane wątki z ekonomicznych grup dyskusyjnych google. Dobrze by było, gdyby było to tylko skopiowane, ale nie oni dodali od siebie, to co google ukrywa dla niezalogowanych, czyli e-maile użytkowników.
No nie chciałem im robić reklamy, ale muszę, proszę sobie dla przykładu zobaczyć to, i porównać to z tym samym wątkiem tutaj.
Nie wiem na podstawie, czego udostępnili do publicznej wiadomości mój adres e-mail. Drugi problem jest w tym, że kontakt, regulamin i polityka prywatności to puste odnośniki, a whois też nic ciekawego nie daje. Jestem totalnie zdezorientowany. Może ma ktoś jakiś pomysł?
http://dns.pl/cgi-bin/en_whois.pl daje ciekawe informacje, chyba z nich skorzystam.
Sprawa załatwiona pomyślnie, okazuje się, że nie taki webmaster straszny jak go malują
Roboty internetowe zwane także robotami indeksującymi to programy zbierające i przetwarzające informacje o stronach internetowych umieszczonych w indeksach wyszukiwarek lub różnych agregatorów. Popularne strony muszą się liczyć z tym, że takie roboty pożrą dużą część transferu. Poruszył tą tematykę na swoim Piotr Waglowski: Mam się cieszyć, czy martwić?.
Zgadzam się z nim, że nie ma tu dużego wyboru, przecież nie poblokuje wszystkich robotów, można porównać jego (i nie tylko) sytuację do związku między USA a Chinami (USA chciałyby się pozbyć się Chin, ale wtedy gospodarka USA by się załamała). Wydaje się, że problem jest nie do rozwiązania, lecz… wystarczyłoby zaimplementowanie pewnego rozwiązania przez roboty i strony. Webmaster umieszcza na stronie pliczek UPDATED.php (rozszerzenie jest nieważne), który generuje treść XML o określonej strukturze, w której byłyby zawarte informacje, kiedy jaka podstrona została zakutalizowana. Oczywiście mądry webmaster nie umieszczał by tam informacji, że należy ponownie zindeksować wszystkie podstrony, bo plik ze stylem CSS został zaktualizowany. Myślę, że rozwiązanie jest godne poświęcenia uwagi.
Cytat z DI - Polskie Google już szuka w czasie rzeczywistym:
Google rozważa w przyszłości rozszerzenie funkcji wyszukiwania w czasie rzeczywistym dzięki protokołowi PubSubHubbub (PuSH). Niewykluczone, że wszyscy dostawcy treści będą mogli po prostu informować Google o nowych treściach, a wyszukiwarka natychmiast je zindeksuje. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w innym tekście na łamach DI.
Wyszukiwarki, w których na wynik wyszukiwań nie ma wpływu użytkownik znudziły już mi się znudziły. Na pierwszych stronach nie są satysfakcjonujące wyniki w porównaniu do tego co w ogóle można znaleź w internecie, a strony są pozycjowane. Niedawno dowiedziałem się o "Wikia Search", chociaż powstała ona w styczniu 2008 roku(napisałem rok, bo już żyję 2009).
Pozycja wyników na stronie, nie jest zależna od jakiegoś PageRank danego wyniku, od ilości linków odwołujących się do tego wyniku(strony) itp. tylko od głosów użytkowników na ten wynik dla danej frazy. I dlatego to jest alternatywa, którą raczej będzie trudno zaspamować oraz pozycjonować w niej wyniki. Wikia Search jest dostępna w wielu językach, m.in. w polskim. Wyniki w tej wyszukiwarce nie są narazie satysfakconujące, ale to dopiero wersja alfa, więc nie ma co się dziwić.
Na strony wyników dla danej frazy można usunąć, dodać, podświetlić, skomentować, edytować tytuł lub opis oraz adnotować wynik. Aby "Wiki Search" działała trzeba mieć włączony JavaScript, gdyż wszystko na stronie dzieje się bez przeładowywania; takźe nie ma stron wyników, tylko w miarę przewijania w dół pojawiają się nowe wyniki. Do "Wikia Search" można dodawać własne aplikacje[1], np. program pokazujący wyniki z digga.
Google jakby się trochę bało tej wyszukiwarki, bo gdzieś niedawno angielska wersja google zgapiła pewne rozwiązania od "Wiki Search". Niestety przy wyszukiwaniu w tej wyszukiwarce trzeba się wspomagać google, ale i tak strona tej wyszukiwarki jest moją stroną domową.
Nie zamierzam pisać recenzji na temat Picasa Web Album, bo nie to jest celem mojego postu. Dobrze, że kiedyś skorzystałem z tej usługi i wrzuciłem tam część zdjęć, światu[nie Bogu] dziękować za to, że taka usługa powstała. Cieszę się, ponieważ przez przypadek wykasowałem sobie zdjęcia, tapety, muzykę z dysku, sformatowałem nie tą partycję[teraz uważam z tym]. Dopiero po jakimś czasie po wykasowaniu zdjęć na dysku przypomniałem sobie, że mam część na Picasa Web Album[do tego czasu rozpaczałem]. Postanowiełm ściągnąć zdjęcia, niestety ściąganie dużej ilości zdjęć z Picasa Web Album jest bardzo uciążliwe; naderemnie szukałem funkcji pobierz cały album, bo po prostu takiej funkcji nie ma. Musiałem sobie kliknąć ponad 400 coś razy, żeby ściągnąć ponad 100 zdjęć. Twórcy Picasa Web Album bardziej się skupili na programie zrobionym do korzystania z tej usługi, niż nad funkcjami strony tej projektu; chyba nie nie trzeba przypominać, że większość użytkowników woli korzystać ze strony, niż instalować program.
Tagi: cenzura, google, ONZ, Prawo, wolność słowa, Kategoria: PERPiS Fajny wpis Przekrety w ONZ cenzorzy z Google na Islam: Religia Pokoju oraz wpis Cenzura w Google na Zbawienie - blog ludzi zbawionych.W obydwóch przypadkach wysuwane są zarzuty, że Google cenzuruje.
Usunięcie strony Inner City Press z wyszukiwarki Google News jest na pewno cenzurą, i bardziej wygląda na cenzurę, gdy odmówiono indeksowania strony wraz zaczęciem współpracy z ONZ.
Ale przy odmówieniu zamieszczenia reklamy są pewne wątpliwości. Według dr Joanny Taczkowskiej-Olszewskiej, specjalistki od prawa prasowego, decyzja ta mówi tylko o światopoglądzie portalu, ale czy Google firma, która posiada większość rynku wyszukiwarek, które indeksują bardzo różne strony, może odmówić zamieszczenia reklamy? Nie zgadzam się panią dr, ponieważ argument, że kłóci się to światopoglądem firmy jest chybiony, ponieważ firma wyświetla tyle różnych reklam, że wątpię w przyczynę światopoglądową. Raczej Google nie chce się mieszać w politykę, sytuację wewnętrzną jakiegoś kraju(tu Polski), ponieważ wie ile osób korzysta z jej sług, i dlatego odmówiła zamieszczenia reklamy. A gdyby umieściła reklamę, to inne protestujące organizacje umieszczałyby reklamy. Oczywiście Google miała do tego prawo, ale ja nadal uważam, że jest to cenzura. Uważam, iż złe poglądy można jedynie wtedy zniszczyć pozwalając im się "zetrzeć" z dobrymi.
Ale dziwi mniej jedno czego Google idzie na rękę gigantom np. ONZ, Chinom?