Kontrolowanie czasu pracowników z wykorzystaniem czytników linii papilarnych można zrobić, nie naruszając ograniczeń, o których wspomniał Olgierd Rudak tutaj. Można przecież zapisać skany odcisków palców pracowników w bazie danych, ale nie łącząc tych odcisków z konkretnym pracownikiem, byłaby to baza z czterema kolumnami: ID, hash_odcisku, liczba_przepracowanych_godzin, liczba_wymaganych_godzin.
Osoba wchodząc do musiałaby odcisnąć swój odcisk. Jeśli tego odcisku nie byłoby w bazie danych, to osoba nie zostałaby wpuszczona do środka, jeśli mogliby wchodzić tam tylko pracownicy, albo zostałaby wpuszczona, ale nic związane z tym odciskiem nie byłoby rejestrowane. Jeśli odcisk znalazłby się w bazie danych, to zostałoby zarejstrowane, że ktoś z danym odciskiem palca wszedł, czyli zaczął pracę, a przy wychodzeniu, że skończył pracę.
Kolejny punkt zależy od czasu, po jakim w firmie pracownicy byliby rozliczaniu ze swoich przepracowanych godzin. Np. jeśli pracownicy byli rozliczaniu po tygodniu, to w ósmym dniu, gdy pracownik przyszedłby do pracy i okazałoby się, że jego odcisk „miałby” za małą liczbę przepracowanych godzin, to pracownik byłby wzywany do szefostwa i z tego rozliaczany, po takim rozliczeniu, dane na temat poprzedniego okresu byłyby usuwane. Oczywiście całość trzebabyłoby dopracować, np. w przypadku urlopu, śmierci pracownika itd.
To jest przykład tego, że da się rozwiązać problem, nie ingerując zbytnio w prywatność pracowników.
* korporacje.pl
* Polskie społeczeństwo staje się coraz bardziej podobne do tych społeczeństw z zachodniej Europy, tzn. interesują na losy pracowników korporacji, wspieramy akcje charytatywne.
* Na portalu korporacje.pl byłyby umieszczane informacje o losach pracowników w konkretnych firmach, fabrykach, pensjach pracowników w tych korporacjach, pochodzeniu składników z których produkowane są towary, lecz ten informacje mogliby umieszczać tylko pracownicy korporacji. Administracja weryfikowałaby, czy ktoś jest pracownikiem konkretnej firmy na podstawie zdjęcia umowy o pracę. Każdy też miałby możliwość umieszczania informacji o tym jakie korporacja wspiera akcje charytatywne lub odnośniki do artykułów na temat tej korporacji.
* niezależnie od sensowności całego pomysłu, który wydaje się trochę zbyt szeroki (nie bardzo rozumiem, o jakie korporacje tu chodzi, czy o losy pracowników iti czy agory, czy raczej pracowników sweatshopów gdzieś w azaji?), rozwiązanie polegające na weryfikowaniu umów o pracę wydaje mi się chybione. whistleblowers mają prawo do całkowitej anonimowości i nie będą skłonni wysyłać umów do weryfikacji.
* miałem sam pomysł idący w podobnym kierunku, ale też różniący się zasadniczo. Według mojej koncepcji NIC nie byłoby by sprawdzane (poza ewidentnymi odpałami w stylu "ufo przejęło sieć komórkową plusa"), a serwis umieszczony byłby poza granicami polskiej jurysdykcji (pewnie z the pirate bay dałoby się bez problemu dogadać), a dostęp byłby zanonimizowany. i byłby to portal konsumencko/pracowniczy, z naciskiem na to pierwsze.
Odrazu odpowiadam na pytania zawarte w komentarzach i w wpisie autora bloga:
niezależnie od sensowności całego pomysłu, który wydaje się trochę zbyt szeroki (nie bardzo rozumiem, o jakie korporacje tu chodzi, czy o losy pracowników iti czy agory, czy raczej pracowników sweatshopów gdzieś w azaji?),
Nie chodzi mi tu o chińskie korporacje, lecz mam na myśli korporacje, które są na naszym rynku, nie ważne gdzie mają fabryki.
rozwiązanie polegające na weryfikowaniu umów o pracę wydaje mi się chybione. whistleblowers mają prawo do całkowitej anonimowości i nie będą skłonni wysyłać umów do weryfikacji.
Może nie napisałem dość dokładnie. Pracownicy wysyłali by zdjęcie umowy o pracę, administracja patrzyłaby na tą umowę, czy nie podróbka itp. i na tym by się zakończyło. Oczywiście po zweryfikowaniu administracja usuwałyby to zdjęcie. Anonimwość jest.
Otóż to. Jakkolwiek nie widze sensu istnienia takowego serwisu. Gro powstałych i już nieaktywnych serwisów do niby dzielenia się opiniami o firmach czy produktach - popadało lub wiodą żywot miejsca wylewania swoich frustracji. Być może zbyt szeroki zakres proponowany przez autora psuje tu ów "gwóźdź programu".
Pozdrowienia
Ale to nie jest dzielenie się informacjami o firmach, produktach. To jest serwis konsumencko/pracowniczy z naciskiem na kreowanie atmosfery whistleblowering-u.