Nie dla mnie SaaS
SaaS, czyli oprogramowanie jako usługa - internetowe serwisy takie jak desktopowe programy, np. Google Docs. Oznacza to, że nie mam dostępu do kodu programu, a nawet jakbym miał, to nie mógłbym go edytować, bo wpłynęłoby to na innych użytkowników. Nie widziałbym czy oprogramowanie mnie inwigiluje czy nie, wyobraźmy sobie, że wkracza ABW i każe zamieścić funkcję w edytorze tekstu (zmiana natychmiastowo objęła by wszystkich użytkowników), która będzie ich informowała czy ktoś wpisał np. "cenzura". Ze 100% pewnością mogę stwierdzić, że byłoby notowane, kto i kiedy używał programu.
Kolejną przeszkodą jest to, że byłaby pojemność dysku by się marnowała, a sieć byłaby strasznie obciążona, a dużych korzyści jak na razie z tego nie widać. Jedyną korzyścią może być to, że np. mając zainstalowany system pracujący jak przeglądarka i dane na serwerze nie byłoby dużej różnicy czy korzystalibyśmy z laptopa czy komputera stacjonarnego. Ale to zniknie, gdy upowszechni się IPv6. Wyobraźmy sobie, że mamy jakieś elektroniczne urządzenie, takie coś w rodzaju routera, które mogłoby uruchamiać inne urządzenia w całym mieszkaniu i byłoby z nimi połączone przez sieć. Jesteśmy w pociągu i chcemy uzyskać przez laptopa dostęp do danych na dysku naszego komputera. No to wpisujemy adres tego naszego routera w przeglądarce, wpisujemy hasło i nazwę użytkownika, włączamy nasz komputer, łączymy się za pomocą zdalnego pulpitu z naszym komputerem (gdy już się włączy), kopiujemy te dane, wyłączamy komputer. I po co nam w tym wypadku dane na jakimś zewnętrznym serwerze.