Tematu tego, że Islam jest zagrożeniem dla Europy ja już nie będę poruszał. Szczerze naprawdę wolę chrześcijaństwo niż Islam, wg „Samych Swoich” lepszy jest swój wróg, ale poważnie mówiąc chrześcijastwo przez te 500 lat potrafiło się ucywilizować, kulturę Zachodzu zawdzięczam chrześcijaństwu. Jednak ja zaproponuję tylko rozwiązanie, a o problemie proszę przeczytać sobie na Polityka globalna - Kalifat Europejski i Jest inaczej - Żałosna agonia cywilizacyjnej kolebki
Aby przeciwstawić się Islamowi należy odrzucić na bok polityczną poprawność i wcielić jedno z dwóch rozwiązań, albo ich mieszankę.
Wzmocnić napływ imigrantów z Chin, Indii, Ameryki Łacińskiej, tak żeby Europa stała się multikulturowa, osłabimy wpływ Islamu.
Dodać do art. 25 Konstytucji RP punkt szósty:
Kościoły i związki wyznaniowe mają prawo do budowania swoich świątyń, lecz muszą uzyskać w powszechnym referendum zgodę mieszkańców, których spokój działanie świątyni będzie naruszać. Referendum dotyczy umowy między mieszkańcami pobliskich terenów, a właścielem świątyni, w której mieszkańcy mogą żądać okresowych odszkodowań w wysokości przez nich ustalonej lub postawić inne warunki zgodne z prawem i zdrowym rozsądkiem.
Dotychczas myślałem, że jedyną zaletą kary śmierci jest to, że odciąży ona budżet, jest ona dobra dla społeczeństwa, które nie musi utrzymywać darmozjada. Co do tego, że utrzymanie więźnia dużo kosztuje nie ma wątpliwości. Ostatnio nawet zrobił się szum, bo nasi więźniowie nie mają 3 metrów kwadratowych dla siebie, więzienia są przeludnione. Problem z utrzymaniem więźniów można by rozwiązać na kilka sposobów. Więźniowie skazani za lekke przestępstwa mogą być wypuszczani i monitorowani dzięki tzw. obroży na nodze, albo można wysyłać więźniów do jakiś prac, za których wykonanie pieniądze dostawałoby więzienie.
Wracając do tematu, przeczytałem ostatnio Czy służba więzienna jest służbą totalną? i po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że kara śmierci jest także korzystniejsza dla skazanego, korzystniejsza niż spędzenie reszty życia w więzieniu. Jest tylko jeden warunek, skazany musiałby być faktycznie winny.
Wilk syty i owca cała
Najpierw zajmijmy się owcą.
W przypadku skazania kogoś niewinnego na dożywocie. Ma on jakieś kilka lat, żeby znaleźć dowody świadczące jego niewinności lub świadczące o winie kogoś innego. Po dłuższym okresie dowody te znikają z oczywistych powodów, świat nie stoi w miejscu, ludzie robią porządki, wyrzucają śmieci, przeprowadzają się, w domach i w miastach są remonty. Przydatne byłyby jakieś statystyki dotyczące tego jaki procent skazanych na dożywocie udowodnił swoją niewinność i po jakim czasie.
Teraz zajmijmy się wilkiem.
Hmm… aby wydać na kogoś karę śmierci, po raz są musiałby mieć niezbite dowody, można by to określić w ustawie, że nie mogą być to tylko zeznania świadków czy coś w tym stylu. Po dwa kara byłaby odwlekana np. 10 lat. Tutaj tym terminem strzelam, bo wszystko zależy od statystyk z pierwszego akapitu, tak żeby skazany mógł przez ten czas się wybronić.
Co chwilę słyszę "jaka ta młodzież niewychowania...", "w moich czasach...", "w twoim wieku..." itp.. Zarzuca się nam arogancję, egoizm, niewychowanie, brak autorytetów, lekceważenie wzorców, norm, alkoholizm, palenie papierosów itp.. Gdy to słyszę, to się zastanawiam skoro jesteśmy tacy źli, to chyba rodzice nas źle wychowali, to starsze pokolenia nas tak wychowywały, przecież ktoś musiał nam dać przykład.
Zacznę od tego, że po upadku komunizmu w Polsce, zaczęły się przemiany gospodarcze i społeczne, wiele osób straciło pracę, zaczęły się powiększać różnica pomiędzy bogatymi a biednymi. Dlatego też część osób, co straciła pracę, i nie chciało im się szukać nowej, popadła w alkoholizm. I teraz moje pytanie brzmi, jak będą wychowywane dzieci rodziców, gdzie ledwo się wiąże koniec z końcem, gdzie jest alkoholizm, gdzie rodzice kradną albo zmuszają do tego dzieci?
Po drugie, zlikwidowano cenzurę, więc zaczęły pojawiać się głupie reklamy. W sklepach zaczęły się pojawić nowe wyroby i produkty. Wśród pokolenia, które wtedy było dorosłe, pojawił się kosumpcjonizm. My naśladujemy jedynie zachowanie naszych rodziców. Mogę jedno zapewnić, wybieramy mądrzej produkty niż nasi rodzice czy dziadkowie, lepiej się w tej codzienności odnajdujemy.
Mówi się, że nie mammy autorytetów. Tak, nie mamy. Naprawdę nie ma takiej osoby, które mogła by być moim autorytem we wszystkich dziedzinach życia. Skończyły się już takie czasy. Autorytetem w sprawach życiowych może być babcia, ale gdy będę chciał się coś zapytać o sporcie, to raczej pójdę do innej osoby. Uważam, że takie rozwiązanie jest lepsze.
Lekceważenie norm i wzorców, niewychowanie, arogancja. My raczej tworzymy nowe normy niż lekceważymy stare. Dawniej na przykład rodzic i nauczyciel zawsze ma rację, my się z tym nie zgadzamy, możemy ich szanować, ale nie zawsze mają rację i dochodzi do konflików, ale one są z ich winy, ponieważ do wiadomości nie chcą przyjąć, że mogą się mylić.
Egoizm? Każdy jest egoistą.
Nałogi. Powinno się położyć nacisk na edukację o tych zagrożeniach w podstawówce oraz położyć nacisk na to, aby pijaczki spod sklepów nie kupowali młodzieży alkoholu.
Seks. Zarzuca się nam, że jesteśmy bardziej rozwiąźli i że w naszym pokoleniu jest więcej nieletnich matek. Ale brakuje pożądnego wychowania do życia w rodzinie i możliwości kupienia środków antykoncepyjnych, nieraz jest tak, że w aptekarce budzi strażniczka moralności, gorzej jest jeszcze, gdy jest to mała miejscowość, gdzie każdy każdego zna, wtedy jest się pewnym, że rodzice się dowiedzą o tym, co się kupwało w aptece. A to, że jesteśmy bardziej rozwiąźli to wina postępu.
Internet i komputer. Potępia się nas za to, że długo siedzimy przed komputerem i długo korzystamy z internetu, że jesteśmy od tego uzależnieniu. Po pierwsze często mówią to ludzie, którzy nie wiedzą jak korzystać z komputera i wiedzą, co to jest internet, więc raczej nie mogą nas osądzać. Po drugie uzależnieni nie jesteśmy, większość osób spokojnie może wyjechać na kolonie, wakacje do babci na wieś itp.. Po trzecie używamy dużo komputera z internetem, bo to nasze źródło komunikacji, źródło informacji, miejsce rozrywki.
Jesteśmy bardziej tolerancyjni, w przeciwieństwie do straszych pokoleń.
Jesteśmy prospołeczni. Jak znazłem komórkę, to ją oddałem tej osobie, co ją zgubiła, i zmoich obserwacji wynika, że większość osób w moim wieku tak by postąpiła. Szybciej też się zaprzyjaźniamy, tworzymy grupy, może izolujemy niektóre osoby, ale to na ich własną prośbę.
Uczucia też posiadamy, może i gramy okrutne gry i nic nas tam nie rusza, ale w realnym świecie większość z nas tak by nie zrobiła, potrafimy oddzielić rzeczywistość od wirtualnej rozrywki.
Wniosek: My nie jesteśmy źli, to starsze pokolenia nie potrafią odnaleźć się w dzisiejszym świecie.
Do Rzeszowa jeżdżę w soboty na SMI, gdyby nie to, to w Rzeszowie bym się nie pojawiał. Wiele osób już pisało, że mieście można spotkać róznych ludzi, różnie zachowujących się itd. I w moim przypadku, a raczej w przypadku Rzeszowa, to się potwierdziło. W dzisiejszym poście napiszę z jakimi zachowaniami spotkałem się pół roku zajęć.
Oszust czy prawdomówny
Jest jesienna sobota. Maszeruję zamyślony ulicą Krakowską. A tu nagle wyskakuje jakiś gość przede mnie. Pyta się, czy mu nie dam 6 zł na bilet do Lublina, na początku zastrzegł, że nie jest pijakiem. Nie wiem, czy mu uwierzyłem, czy nie, ale odmówiłem. Więc on zmniejszył stawkę do 1 zł, tak jak w poprzednim przypadku powiedziałem, że mi zabraknie na bilet(tym razem kłamałem). I na tym się skończyło.
Lecz burza w moim umyśle trwa, czy kłamał, czy mówił prawdę? Gdyby jeszcze raz mi się to zdarzyło, to poprosiłbym o udowodnienie, że pochodzi z Lublina. Żałuję, że nie poprowadziłem dłuższej konwersacji.
Dziecko neo w realu
Oh, yea! To jest to. Idę tylnym wyjściem, przez parking obok WSiZ, oglądam się w około. Mój spojrzenie zatrzymuję się na grupce dwóch osób złożonej wg moich przypuszczeń z siostry i brata(nie wyglądali na parę). Oczy wychwytują szczegóły. Włącza się radar ostrzegawczy - "Warning!. He can be neo child". Rodzeństwo zmierz w kierunku WSiZ. Ja, jak zwykle jestem ciekawski, oglądam się do tyłu...
-Spierdalaj - krzyczy chłopak.
Nic nie odpowiedziałem, tylko odwróciłem się z prowokującym, głupawym uśmiechem na twarzy. On to zauważył i powiedział: "Spierdalaj! Spierdalaj!". Teraz już wiedziałem - dziecko neo na 100%. Zatrzymali się na parkingu ona zapala papierosa, a ja jeszcze na pożegnanie uśmiecham się do jej brata, wywołując u niego kolejną wiązankę, gdzie "spierdalaj" jest wyrazem, przecinkiem i kropką. Jednego nie mogą rozgryźć... Czego jego siostra się nie zareagowała?
Nadpobudliwa
Tym razem idę też ulicą Krakowską, ale w stronę rynku. Zauważam przystanek i zwykłych ludzie oraz dość niską kobietę rozmawiają przez telefon. Dochodzę do niej i słyszę jak krzyczy do telefonu wulgaryzmy. Mijam ją, oglądam się, cóż, na to nic nie poradzę. A tu: "Spierdalaj skurwysynie" skierowane do mnie(wiem, że do mnie, bo to widziałem). Nic się nie odzywam, podnoszę dumnie głowę do góry, prostuje się, stawiam dumny krok. Odchodzę. Do chamów się nie odzywam.
Człowiek na haju w autobusie
Jadę autobusikiem do domku. Siadłem jak zawsze przy oknie, miejsce obok mnie było wolne. Za chwile pojawia się młody człowiek, pyta się czy wolne. Odpowiadam twierdząco. Nie zauważyłem, że jest łysy, że ma dres, że ma glany, bo patrzyłem tylko kątem oka. Od początku mi się wydawał jakiś taki pijany lub coś w tym stylu. Później, gdy znudziła mi się gierka na komórce zacząłem przyglądać mu się. Zauważyłem podkrążone oczy, że żyły w oczach ma bardziej czerwone. Na początku próbował nieudolnie ukraść kobiecie siedzącej przed nim, lecz ona to zauważyła wcześniej niż ja miałem zamiar to powiedzieć. Później wyciągnął coś w rodzaju woreczka z materiały z kieszeni, i zaczął coś z niego wyciągać, m.in. strzykawka, papier, tytoń albo trawkę. Nasypał tego tytoniu lub trawki na kartkę i zawinął w rulon, zaczął mnie się wypytywać o ogień lub o to czy chce zapalić. Nie wiem bo nie zrozumiałem bełkotu, ale wiem, że chodziło o coś związanego z ogniem - poznałem po gestach. Nie czekałem na dalszy rozwój wypadków, przeprosiłem kulturalnie. Wychodząc specjalnie potrąciłem go. Wysypała mu się połowa, ale nie miał żadnych pretensji. Nie poszedłem do kierowcy, bo bym się nie przedostał. Wiem, wiem, że to głupia wymówka, ale naprawdę dopiero przyzwyczajam się do tych zachowań. Ćpun wysiadł w Łańcucie.
Nie wymieniłem żadnego pozytywnego zachowania ludzi z Rzeszowa, ale nie znaczy, że takich zachowań nie ma. Chętnie wskazują drogę, nie jakby z jakimś wyrzutem, że zawracamy im czas. Wychodzi na to, że do zachowań mieszczan będę musiał się powoli przyzwyczajać, gdyż większość życia zamierzam spędzić w mieście.
Naprawdę, gdyby nie religia w szkole, to wiele wpisów na tym blogu by się nie pojawiło. I natchnieniem na dzisiejszy wpis okazała się katecheza: "Aż do śmierci", mianowicie chodzi o małżeństwo. Od pewnej odpowiedzi na lekcji religii na moje pytanie, przestałem zadawać już jakiekolwiek pytania. - piszę to, aby nikt mi później nie zarzucał, czego, jak jestem taki cwaniak, nie dyskutowałem z księdzem itp.
Czego aż do śmierci?
Stawiam tezę, że człowiek jest omylny. Żeby to udowodnić, wystarczy wiedzieć, że istnieje takie coś, jak dogmat o nieomylności papieża, który mówi, że papież jest nieomylny tylko w kwestiach wiary. A skoro papież jest następcą świętego Piotra, to jest on wyżej od zwykłych ludzi. Więc człowiek jest omylny.
Odrzucam zarzuty, że Bóg w sprawach miłości kieruje człowiekiem, zmienia jego myśli, gdyż Bóg dał wolną wolę, więc nie może bezpośrednio zmieniać jego myśli.
Skoro człowiek jest omylny w sprawach miłości to może pomylić zauroczenie z prawdziwą miłością, nawet po kursach przedmałżeńskich może ten błąd popełnić.
Niesprawiedliwe jest zmuszanie niekochających się dwóch osób do życia ze sobą aż do śmierci. Mogą oczywiście żyć w separacji, ale to nic nie da, skoro nie kocha się swojego małżonka, natomiast kocha się inną osobę, a nie można z nią żyć, gdyż będzie to grzechem - to też jest niesprawiedliwe.
Małżeństwo można unieważnić lub rozwiązać tylko z przyczyn technicznych, no jest jeden wyjątek: rozwiązanie węzła z powodu niedopełnienia małżeństwa(brak seksu po ślubie). No i jeszcze przeszkody, gdy bierze się ślub po raz drugi, po unieważnieniu poprzedniego małżeństwa.
Monogamia i Poligamia
Wszystko to co zawarte na ziemi jest honorowane w niebie, PŚ - co się na Ziemi złączyło, w Niebie pozostanie złączonym. I według katolików poligamia jest niedopuszczalna, więc w niebie musiałoby być honorowane tylko jedno małżeństwo w sytuacji, gdy kobieta A wyszła za mąż za mężczyznę B, gdy ten umarł za mężczyznę C. No więc w niebie, jeden z nich byłby poszkodowany i kobieta byłaby poszkodowana, ponieważ ona kocha dwóch. Tej sprzeczności można uniknąć, gdyby nie nadinterpretować niektórych części NT, więcej można przeczytać tutaj.
To tyle o małżeństwie w Kościele Rzymskokatolickim. Gdyby katolicyzm szedł na przód, to byłby w miarę przyjazną religię, a na razie to jest tyle sprzeczności i nielogiczności, że chyba jeszcze wszystkich nie wymieniono.
Dzisiaj 10 października jest Dniem Przeciw Karze Śmierci. Dzień ustanowiono, bo istnieję jeszcze ludzie, którzy twierdzą, że śmierć jest sprawiedliwa. Tutaj można dopisać się do listy osób, którzy są przeciwko karze śmierci.
Uważamy, że w tym roku 10 października powinien być dniem edukacji o prawach człowieka, o darze i zadaniu bycia człowiekiem. Tego daru nikomu nie można odebrać, to zadanie mają wszyscy. Wszystkich też chcemy przekonać o niedopuszczalności stosowania kary śmierci w świecie współczesnym.
W dniu 10 października wzywamy wszystkich przeciwników kary śmierci na całym świecie do publicznego wyrażenia swego poglądu na tę sprawę.
Wzywamy szczególnie tych, co cierpią, będąc ofiarami zbrodni: przyjmijcie od nas wyrazy solidarności wraz z prośbą o udział w obronie człowieczeństwa przez odrzucenie kary śmierci.
Apelujemy do polityków, by zerwali ze smutnym zwyczajem zdobywania poparcia przez opowiadanie się za karą okrutną i niebezpieczną dla społeczeństwa.
Wzywamy media społecznego przekazu do udziału w obchodzeniu Europejskiego Dnia przeciw Karze Śmierci przez informowanie o jego sensie, celu i możliwościach udziału.
Powyższy list poparli: Joanna Agacka-Indecka, Jan Barcz, Halina Bortnowska, Ewa Decker, Marek Edelman, Magdalena Fikus, Maciej Geller, Paweł Januszewicz, Roman Kurkiewicz, Zbigniew Lasocik, ks. Wojciech Lemański, ks. Andrzej Luter, Ilona Łepkowska, Hanna Machińska, Bogdan Michałowicz, Barbara Niewiadomska-Michałowicz, Marek Antoni Nowicki, Wiktor Osiatyński, Danuta Przywara, Irena Rzeplińska, Marek Safjan, Paula Sawicka, Piotr Sendecki, Jerzy Sosnowski, Stefan Starczewski, Wojciech Tochman, ks. biskup Zdzisław Tranda, Jan Turnau, Andrzej Wielowieyski, Roman Wieruszewski, Małgorzata Żak, S*ł*a*w*o*m*i*r* *D*o*m*a*g*a*ł*a*(gdy będziecie kopiować możecie usunąć gwiazdki; blog może być kojarzony ze mną, lecz chodzi o to, żeby nikt nie dostał się na mojego bloga wpisując moje imię i nazwisko)
Francja, Włochy, Hiszpania i Polska nie ratyfikowały 13 protokołu Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, więc te kraje mają teorytyczną możliwość wprowadzenia kary śmierci na wypadek wojny, a Łotwa zachowała jeszcze karę śmierci za morderstwa dokonane podczas konfilktu zbrojnego. Europa czeka na te 5 państwa.
Linki:
Dziwny temat? Niekoniecznie. Zauważyłem, że gdy mówie do większości osób "on/ona jest na ciebie napalony", "on/ona chciałby ciebie ..." itp., to osoby, do których to mówię, gwałtownie protestują. Czy to coś złego, że jakaś osoba jest na nas napalona? Jestem ciekawy z czego to wynika, czy z nierozumienia tekstu słuchanego, czy może z tego, że im więcej Polak wycierpi tym jest bardziej wartościowy(Odczuwa się cierpienie, gdy nikt nie jest na nas nie chce). Jest jeszcze jeden powód, dla którego te osoby mogą tak reagować, być może czują oni do tej osoby to samo, a nie chcą, żeby ich ukochany/ukochana był(a) o coś posądzany/posądzana.
Gdy mówię do kolegi, że jakiś chłopak się w nim buja(chcę go rozdrażnić, bo wiem jak zareaguje), to reaguje, jakby to on był "posądzany" o homoseksualizm. Tego zachowanie nie potrafię zrozumieć, nawet jak się wysilam.
Dzisiaj postanowiłem wspomnieć środową katechezę, zmiany w procedurze apostazji, udzielania bierzmowania oraz reakcji kolegi na mój światopogląd.
Na katechezie w środę ksiądz mówił o różnicy pomiędzy tym co głosimy, a tym co robimy. Krytykował ludzi, którzy chodzą do kościoła raz na ruski rok, czyli na Wielkanoc, Boże Narodzenie, a są zapisani do KK, wolałby, żeby wypisali się KK, i nie robili z siebie głupka, żeby nie robili szpoki dwa razy do roku.
Wspomniał też o apostazji, oraz o dokumencie, który został wydany przez Episkopat Polski 29 września 2008 roku, dotyczącym formalnej procedury wystąpienia z KK.
Głównym tematem katechezy była różnica pomiędzy tym co głosimy, a tym co robimy, miał namyśli nas trzecioklasistów, którzy byli w czerwcu bierzmowani, a niektórych od 19 czerwca w kościele nie widział; popatrzył się na mnie wymownie, więc chyba o mnie też chodziło. Powiedział, że jeśli nie chodzimy do kościoła, to po co do bierzmowania przestępowaliśmy, i sam na to pytanie powinien sobie odpowiedzieć, presja ze strony otoczenie. Pod koniec lekcji ogłosił, że byliśmy ostatnim rocznikiem, który nie musiał składać pisemnej prośby o bierzmowanie(yes, yes, yes, będzie mniej bierzmowanych).
Gdyby każdy był ze sobą uczciwy, to byłoby w Polsce 50% katolików.
Warto zaglądnąć na Młody Racjonalista.
Dzisiaj postanowiłem o związku anarchizmu z patriotyzmem, jest to odpowiedź na zarzuty większości zwolenników państwa, którzy twierdzą, że anarchizm wyklucza patriotyzm.
Najpierw trzeba wiedzieć, co to jest patriotyzm:
patriotyzm [łac. < gr.], szacunek i umiłowanie ojczyzny, gotowość do poświęcenia się dla niej i narodu. Poczucie silnej więzi emocjonalnej i społ. z nar., jego kult. i tradycją, łączy się z szacunkiem dla innych narodów, wynaturzeniem patriotyzmu jest szownizm.
patriotyzm lokalny - miłość do stron rodzinnych, do miejsca urodzenia i wychowania, miejsca zamieszkania oraz
patriotyzm regionalny - przywiązanie do krainy, dzielnicy kraju.
Wbrew opiniom niektórych katolików, nie trzeba wierzyć w Boga, żeby być patriotą.
Dobra idźmy dalej szacunek i umiłowanie ojczyzny, gotowość do poświęcenia się dla niej i narodu. Ojczyzna to miejsce urodzenia, okolice zamieszkania, to jest tzw. mała ojczyzna. Natomiast duża ojczyzna to teren w obrębie, ktorego mieszkają ludzie mający:
wspólną historię,
przodków mówiących tych samym językiem,
czują się ze sobą związani
A naród, to nie teren tylko ludzie spełniający ten warunek. Więc Naród to nie ludzie mieszkający w Polsce, a Ojczyzną nie jest państwo Rzeczpospolita Polska. Miłość do ludzi, terytorium, a nie do państwa i instytucji państwowych.
Reszta też nie mówi, też o warunkach, których nie może spełnić anarchista. Więc mogę się cieszyć, jestem patriotą.
Gdyby był anarchizm byłoby więcej patriotów, a zwłaszcza patriotów do małej ojczyzny, ponieważ nie byłoby formalnej władzy, więc trzeba byłoby ufać sąsiadom, ludziom ze swojego miejsca zamieszkania. Ludzie z "małej ojczyzny" byliby silniej związani ze sobą.
Nie byłoby granic, nie byłoby wojska. Wtedy w każdym odrodziłyby uczucia patriotyczne, ponieważ nie będzie przymusu ze strony państwa, aby zachować tradycję, obyczaję, znać historię, mówić językiem narodowym, więc ludzie samiby by dbali, aby zachować swoją historię, obyczaje, język, gdyż wiedziliiby, że to od ich aktywności, przestrzegania własnych tradycji, zależeć będzie czy będzie ktoś pamiętał o ich narodzie, jak w prywatnych szkołach będzie traktowany ich język, czy ulegną wpływom innych narodów i będą tzw. grupy "rosyjsko-polskie", "niemiecko-polskie".
Byłoby też mniej przajawów nacjonalizmu, czy szowinizmu, czy rasizmu, ponieważ w danym społeczeństwie po zniknięcu granic, żyliby ludzie różnych narodowości, więc musieliby się akceptować dla dobra siebie. Natomiast nie wykluczyłoby lepszego traktowania osób tej samej narodowości, ponieważ spotkanie osoby tej samej narodowości w świecie bez granic nie byłoby tak częste jak jest teraz.
Powyżej udowodniłem, że w człowiek o poglądach anarchistycznych może być patriotą bez rozdwojenia jaźni czy innych podobnych do tej chorób.
Lubimy narzekać, my wszyscy Polacy kochamy to, nawet ja - godlark, człowiek lubiący wyjątkowego białego tygryska. Narzekamy na wszystko, na rodzinę, historię, naszych sportowców, traktowanie na przez inne narody, siebie oraz szczególnie lubimy narzekać na swoją biedę. Po komunizmie została nam też jedna cecha - niesamodzielność, znacie może: "Czy się stoi, czy się leży trzy tysiące złotych się należy."
Lubimy niesamodzielność, państwo ma nam wszystko zapewnić: wysokopłatna pracę, szkołę, leczenie, bezpieczeństwo, ochronę przed Niemcami i Rosjanami, drogi, zasiłek na dzieci, emeryturę, rentę, komunikację międzymiastową - po prostu wszystko. Dlatego też nas stosunek do prywatyzacji jest negatywny, boimy się prywatyzacji, nie chcemy sami wybierać pomiędzy firmami. Dlatego też dużo starszych osób, żyjących w komunizmie tęskni za nim, ponieważ nie musieli myśleć czy te produkty są dobre - prawie wszystko państwowe, więc nie trzebabyło wybierać pomiędzy produktami firmami, z których jedne były gorsze, drugie lepsze. Ludzie nowych roczników pragną tej prywatyzacji.
Co do narzekania na pracę i biedę. Narzekamy na niskie pensje, ale od dni wolnych nie szczędzimy, mamy chyba najwięcej dni wolnych w roku. A to wszystko wina, że żyjemy w Republice Katolickiej, gdzie pracuje się 5 dni w tygodniu, odjąć jeszcze 12 dodatkowych dni wolnych. Pod pojęciem świętowanie nie mam myśli tylko normalnego świętowania, ale także pijaństwo. Nasze "świętowanie" przekłada się także na liczbę osób ginących na drogach, liczbę osób trafiających na wytrzeźwiałkę(:D), za którą się dużo płaci, ilość pieniędzy wydanych na alkohol. Wydajemy tez nie małą część pieniędzy na papierosy. Wybieramy też polityków, którzy powodują zwiększenie wydatków na nich samych, zwiększenie bezrobocia, pogłębienie nienaturalnych różnic pomiędzy bogatymi a biednymi.
Wniostek z tego taki, zacznijmy działać, zamiast narzekać. Przestańmy palić i pić nałogowo, wybierzmy też normalnych polityków. AMEN :P
Termin powszechnie używany w internecie, a bardzo często stosowany przez polskich blogerów, programistów, webmasterów oraz w ogóle przez osoby tej drugiej strony internetu. Termin pojawił się po wejściu Polski do UE(nie znalazłem komentów z tym terminem z wcześniejszą datą), czyli w czasie gwałtownego rozwoju polskiego internetu.
Termin tego, chociaż tak powszechnie znanego i używanego, nie znalazłem w żadnej encyklopedii(może duże serwisy wpływają na nie zamieszczanie tego terminu), więc podjąłem się zadania udokumentowania oraz wyjaśnienia tego terminu oraz zjawiska.
Termin
Pierwsze co trzeba wspomnieć, jest to termin naładowany negatywnymi emocjami, pogardą, a nieraz litości dla osoby ocenionej tym terminem. Jak już wspomniałem stosowany przez blogerów, webmasterów, programistów, "dziennikarzy" internetowych oraz złotych rączek internetu(są na bieżąco, wiedzą jak przeglądarka szybsza, jaki klient P2P jest dobry itp.). Nazwa terminu "dzieci onetu" została używana do osób prowadzących blogi(?) na onecie, później do osób prowadzących blogi na onetopodobnych serwisach.
Ale został nam termin "dzieci neostrady", jest to termin mniej pogardliwy, naładowany trochę większym współczuciem oraz humorem używającej go osoby. Ten termin jest stosowany przez osoby z większym poczuciem humoru lub osoby, której bardziej nie lubią neostrady niż onetopodobnych. Fraza ta prawdopodobnie została "stworzona" przez osoby, którym nie podobała się polityka TP, lub nie lubiały osób, które nabierały się na sztuczki TP, oraz co najważniejsze nie podobały się im zachowanie młodych, bogatych(wtedy modemy były drogie) użytkowników Neostrady.
Zjawisko
Znaczenie tych zwrotów znacznie się rozszerzyło, obecnie dotyczy osób, które:
prowadzą onetowe lub oneto-podobne blogaski
trollują strony, fora
zadają głupie pytania
zamiast prowadzić normalną dyskusję(nie wymagam inteligentnej), wyzywają i przeklinają
mówią: "wiesh, jak ja koffam taki jenschyk"
komentują(zauważcie błędy ortograficzne):
Pozatym Firefox jest dla dzieci onetu/neo. Prawdziwy internuta używa porządnych przeglądarek jak Opera, a nie takich pseudo-kosza-na-śmieci jak Firefox.
Czy Palikot jest 4 razy glupszy od Leppera, czy tylko 3 razy?
Ze jest to okaz w polskim Sejmie, to nie ma dwu zdan.
najczęściej są bardzo konserwatywne, czyli w Polsce osoby fanatyczni katolicy
są młode
Większość "Dzieci onetu" nie może przyjąć do wiadomości, że istnieją ludzie o innych poglądach, są to też przeważnie lamerzy w internecie(np. używają IE, bo wszystko inne gorsze), można ich podzielić na dwie grupy: przejściowe i stałe. Dzieci onetu przejściowe, to osoby, które dopiero zapoznają się z internetem, a nie mają wzorców jak właściwie używać internetu. Dzieci onetu stałe to osoby, których nikt nie nauczył właściwej dyskusji i które nie potrafią wyrobić sobie własnego zdania.
Przyznam się bez bicia, że ja kiedyś też byłem dzieckiem onetu, prowadziłem tzw. blogaska, prowadziłem dyskusje na portalach w formie komentarzy, ale po roku bycia po części "niedorozwiniętym" stałem się normalnym człowiekiem, po cześci dlatego, że zerwałem z grą ogame i zaczęłem szukać, znalazłem racjonalista.pl, strony buddystyczne i wyszłem z stanu larwalnego.
EDIT: 10 marca - została znaleziona stronka na temat dzieci neostrady - http://dziecineo.prv.pl/
Dzisiaj Walentynki, czternasty luty i zapewne każdy wie, że dzisiaj jest ten dzień. Nie znam człowieka, który nie wiedziałby, że dzisiaj to "Święto Zakochanych". Ale ja zaraz podejmę próbę dowiedzenia, że to w dużej mierze z winy kobiet stają[Walentynki] się kolejnym dniem kobiet.
Powinno to być "Święto Zakochanych", więc obojętne czy powinno być obojętne czy to mężczyzna czy kobieta, każdy powinien tak samo świętować. Ale teraz można zauważyć trend, który zmierza w kierunku kolejnego święta kobiet(feministki będą miały uciechę).
Opiszę teraz sytuacje w moim Gimnazjum, a szczególnie to co było w naszej klasie.
Wczoraj przez cały dzień i dzisiaj na pierwszej lekcji była skrzynka gdzie się wrzucało kartki walentynkowe tzw. "Poczta Walentynkowa". Dzisiaj rozdawali pocztówki, i co się okazało[opiszę sytuację w naszej klasie] - dziewczyny dostały łącznie 8 razy więcej kartek niż chłopaki, i na dodatek dostały lizaki na które my się składaliśmy. A my co chłopaki z klasy IIb, dostaliśmy oczywiście łącznie 3 kartki, czyli 1 walentynka na czterech chłopaków, a oprócz tego nic. Nie wiem jak wyglądała sytuacja w innych szkołach, ale w naszej szkole w 3 klasach gimnazjum, niektórzy to nawet mieli z kwiatkiem.
Czy ten opis nie przypomina wam dnia kobiet, no wiem różnią się napisy i życzenia, ale chodzi mi tu o "zwrot", tutaj były w centrum dziewczyny i tutaj też. Z roku na rok coraz gorzej, w tamtym roku przewaga była 5 razy większa, a teraz 8. Szkoda, że takie piękne święto przeistacza się w dzień kobiet.
Heh, a co z chłopakami - dużo nie wymagamy : chcemy w miarę równych walentynek i żebyście dziewczyny pamiętały o dniu chłopaka(chociaż życzenia). Czy któraś dziewczyna pamięta, kiedy jest dzień chłopaka lub dzień taty - szczerze wątpię. Cały czas się mówi o równości płci, a tu takie coś - ludzie, którzy domagają się prezentów na dzień kobiet, nie rewanżują się. Większość z nas, mężczyzn chciałaby przenieść "Dzień mężczyzn" na inną dzień, ponieważ jest przyćmiony "Dniem Kobiet".
W Polsce jest takie coś, że każdy na każdego się obraża o byle co. Skłoniły mnie do napisania tego postu humory naszej głowy państwa oraz obrażenie się kuzynki na kawał z www.oniet.o0o.pl.
13 stycznia 2008Prezydent Lech ma problemy?
Muszę postawić te pytania. I wolę zrobić to publicznie, a nie w formie plotek na politycznych korytarzach. Sprawa dotyczy przecież głowy państwa, zaś informacje powielane w dziesiątkach rozmów – z udziałem najważniejszych polskich polityków – brzmią bardzo poważnie i niepokojąco. Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne, stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką? Czy w takiej sytuacji, w takim kontekście, prezydent nie traktuje prowadzonej przez siebie polityki jako formy reagowania na osobiste urazy?
Stawiam te pytania, gdyż w nieformalnych rozmowach stawia je duża część środowiska politycznego, mniej lub bardziej złośliwie, z mniejszym lub większym niepokojem przyglądając się prezydenturze Kaczyńskiego. Ale czym innym jest używanie tych pytań do zakulisowej walki politycznej, w której plotka jest silnym narzędziem, czymś innym zaś publiczne ich postawienie – w oczekiwaniu na jednoznaczne, formalne stanowisko Kancelarii Prezydenta i opinię lekarzy dbających o zdrowie głowy państwa. Czy doczekamy wyjaśnień?
Janusz Palikot (08:00)
Od tego się zaczeło, później nasz kochany prezydent zaczął straszyć prokuraturą, no i w ostateczności sprawa ma się znaleźć w sądzie. Gratuluje prezydentowi mądrej(?) decyzji, dzięki której odnotował spadek poparcia oraz się ośmieszył. Pan Palikot zadał normalne pytania, na które każdy powinien znać odpowiedź, w zachodnich krajach są składane normalne wyjaśnienia na temat zdrowia prezydenta. Prezydent jest osobą publiczną, więc obywatele powinni znać stan zdrowia prezydenta, a nasz kochany Lech II jeszcze nie zdążył odpowiedzieć na pytanie, żeby wyjaśnić wątpliwości. Wywołał burzę, na której to on ma najwięcej do stracenia.
Teraz proszę odwiedzić stronkę www.oniet.o0o.pl i proszę wypróbować kilka żartów i odpowiedzieć mi na pytanie w ankiecie, na który żarty byś się obraził. Strona jest generowana automatycznie, więc nie można znaleźć tego artykuły w google. Muszę przyznać, że moja kuzynka obraziła się na żart "prostytucja".
[poll=5]
Do przewidzenia też było to, że będzie tyle huku wokół książki "Strach" - nie umimy przyznać się do prawdy. Myślimy też, że to każdy naród nasz krzywdził, a że my krzywdziliśmy, to zaraz mówi się: "nieprawda", "było to słuszne". Tak - To zawsze my byliśmy ofiarą :/. Warto odwiedzić http://revelstein.blox.pl/2008/01/734-duma.html#ListaKomentarzy, więcej jest o tym ostatnim akapicie.
Jesteśmy obrażalskim, bez poczucia humoru, "wiecznie pokrzywdzonym" narodem. Szkoda, że mamy takie cechy, w książe "Kamieni na Szaniec" autor napisał, że m.in. dlatego tak szybko przegraliśmy, bo nie nauczono nas przegrywać, byliśmy uczeni, że my wygrywaliśmy, a jak przegrywaliśmy to tylko w "niesprawiedliwej wojnie". Musimy mieć trochę więcej samokrytyki.
Stawiam tezę, że Polacy są nietolerancyjni i boją się prawdy. Skłoniły mnie dwie rzeczy do napisania tego postu. Po pierwsze blog o nienawiści do homoseksualistów, który ma się nawet dobrze w rankingu BlogFrog. Drugim powodem była reakcja ja przypadkiem do kolegi z klasy powiedziałem, że jestem ateistą.
W Polsce naturalne jest, że nie lubi się żydów, homoseksualistów, ateistów, wogóle osób o innych poglądach, innej religii, innej orientacja seksualnej.
Dowodem antysemityzmu jest rozgłośnia Radio Maryja oraz Młodzież Wszechpolska. Jest także nim burza wokół książki "Strach". W tej książce jest napisane o tym jak Polacy nienawidzili żydów tuż po wojnie. A całe zamieszanie związane z tym, że to nie prawda, udowadnia nasze tchórzostwo oraz nasz antysemityzm(na Interii spotkałem się z takim komentarzem: "Za dużo sobie żydzi u nas pozwalają", a w mojej klasie: "żydzi śmierdzą").
Homofobia jest obecna, dowodem jej może być blog o homoseksualizmie, prowadzony przez homofoba. Dodać też można torebkę teletubisia oraz słowa usłyszane w rozmowie o homoseksualistów.
Może nienawiści do innowierców nie ma jeśli są też chrześcijanami, ale gorzej jak jesteś muzułmanem, buddystą, ateistą. W TVP są pokazywane programy religijne, ale tylko katolickie, wogóle nic Polacy nie widzą o innowiercach. Muzułmanin kojarzy się im z atakami na wieże w NEW YORK, a buddyzm ze wschodnimi sztukami walki. Poznajemy tylko stereotypy, a telewizja publiczna nie stara się nas wyprowadzić z błędu. Inne religie nie są tolerowane, przykładem może być : http://fakty.interia.pl/kraj/news/tvp-poniza-kosciol-prawoslawny,1039887,3. Jeśli jesteś ateistą masz kompletnie przesrane. Wymskło mi się, że nie wierze w Boga i jestem ateistą. To pierwszy "kolega" zaczął robić jakieś krzyże z palców, mówić o tym, że nie wierze w Bogów, a wierze w szatana. Udowodnij tym swoją niewiedzę, muszę napisać, że ateista nie wierzy w żadne siły nadnaturalne. Reakcja drugiego kolegi była mądra, wiedział kto to jest ateista, ale powiedział: "...chwilowa głupota, przejdzie ci to". Ale nie był wstanie zaakceptować, że to świadomy wybór.
Szkoda, że w Polsce jest nietolerancja, ale większą głupotą jest nieprzyznawanie się do tego. Tu mówi się, że żydzi śmierdzą, a w sondzie wybiera się opcje "jestem tolerancyjny". Widać tu niekonsekwencje oraz tchórzostwo Polaków. Trzeba "wymieść" blogi, które są prowadzone po to aby pogłębiać nietolerancje i niewiedze, ponieważ nieszczęściem jest, że takie blogi istnieją. Nie trzeba pisać, że nietolerancja bierze się z niewiedzy i stereotypów.
Każdy teraz o tym czerwono-białym staruszku, a kto to jest w ogóle i dlaczego jest znany na całym świecie i dlaczego rozdaje prezenty w Boże Narodzenie?
To jest definicja z wikipedii:
Święty Mikołaj (ang. Santa Claus, Father Christmas) jest to baśniowa postać starszego mężczyzny z brodą ubranego w czerwony strój, który wedle legendy w okresie świąt Bożego Narodzenia prezenty saniami ciągniętymi przez zaprzęg reniferów. Według różnych wersji zamieszkuje wraz z grupą elfów Laponię, Grenlandię, północną Kanadę, księżyc lub biegun północny.Gdzię? Kto?
Najczęściej w Polsce słyszymy, że Mikołaj zamieszkuje Laponię, w amerykańskich filmach słyszymy o biegunie północnym. Bardziej „wiarygodnym” miejscem zamieszkania mikołaja byłby biegun północny, ale ja nigdy nie słyszałem o mikołaju na księżycu :D.
Mało kto wie, że Święty Mikołaj jest to biskup z Miry, który roznosi prezenty 6 grudnia. Ale gdzie nie gdzie nie ma Świętego Mikołaja, tylko są inne postacie np. Gwiazdor na Wielkopolsce, Dziadek Mróz w Rosji.
Dlaczego przez komin?
Jest jedna legenda, która po części nam to wyjaśni.
Pewien mężczyzna, która popadł w nędze postanowił sprzedać swe córki do domu publicznego. Gdy biskup się o tym dowiedział, wrzucił trzy sakiewki z pieniędzmi przez komin, a że córki suszyły tam swoje pończochy, to sakiewki do pończoch wpadły. A pewnie, przez przeróbki tej legendy, Mikołaj zaczął wchodzić kominem :P.
Kiedy?
A właśnie dlaczego pomiędzy 24 grudnia, a Nowym Rokiem, przecież Mikołaj roznosił prezenty 6 grudnia. Powszechnie uważa się, że to niezgodność kalendarza gregoriańskiego z juliańskim, i dzięki temu rozdawanie prezentów przesunęło się do Bożego Narodzenia. Ale Mikołaj zgodnie ze starym zwyczajem w niektórych krajach rozdaje prezenty 6 grudnia.
Strój?
Biskup Mikołaj z Miry – starzec z okazałą brodą, w infule i pastorale, na plecach worek, w rekach rózgi. Obecny wizerunek, przypisuje sięCoca-Coli, koncern ten zlecił w 1930 opracowanie stroju Fredowi Mizenie. Chociaż pierwsze wizerunki Mikołaja w tym stroju były powszechne już w latach 20, to dzięki Coca-Coli wizerunek ten został utrawalony i stał się bardziej popularny. Każdy chyba zna współczesny wizerunek Mikołaja, ale trzeba wspomnieć, że jedyną rzeczą jaka przetrwała z jego starego wizerunku to długa broda.
Towarzysze?
Początkowo Mikołaj przybywał żaglowcem z ciepłych krajów, a wór niósł mu czarno skóry sługa zwany Czarnym Piotrusiem. Ale to nie pasowało, to nie pasowało to zimy, więc gdy gdy w roku 1822 Clemens Clarke Moore napisał w poemat, gdzie św. Mikołaj przybywa saniami zaprzężonymi w renifery z bieguna północnego, natychmiast się to przyjęło.
Gdy mikołaj został przesunięty na Boże Narodzenie, niektórzy wpadli na pomysł, aby Mikołaja zastąpić dzieciątkiem Jezus. To się nie przyjęło, ale za to d dziecko stało Śnieżynką – towarzyszem Mikołaja.
Również znanymi towarzyszami Mikołaja są diabły, lub elfy. Chociaż częściej Mikołaj przychodzi sam.
Kultura rozmowy jest ważną rzeczą i powinniśmy zwracać uwagę na przestrzeganie jej poszczególnych elementów. Ogólnie mówi się, żeby nie przeszkadzać jak druga osoba mówi, ale to jest tylko jedna z wielu zasad kultury rozmowy. Zasad jest wiele, niektóre wpajali nam rodzice, niektóre nauczyciele, ale nie zawsze o nich pamiętamy.
Pierwszą zasadą, którą trzeba wymienić to nie przerywanie wypowiedzi drugiej osoby, ale to nie znaczy, że w tym czasie mamy myśleć o czym innym i czekać na swoją kolej, ale powinniśmy uważnie słuchać co druga osoba ma do powiedzenie, aby nie wynikły później z tego różne nieporozumienia. Nie powinniśmy okazywać znudzenia romową np. ziewać, patrzeć co się dzieje za oknem. Nie wypada też żuć i jeść podczas rozmowy, aby nie opluć rozmówcy. Ważne jest też aby utrzymywać kontakt wzrokowy z drugą osobą, ale nie przez cały czas, ani też wzrokiem zakochanej osoby, bo to może speszyć rozmówce. Nie należy też podnosić głosu, ponieważ drugiej osobie będzie się wydwawało się, że na nią krzyczymy i będzie chciała szybko przerwać tą rozmowę. Ale też nie mówmy za cicho, żeby naszemu rozmówcy nie wydawoło się, że się jego boimy. I dlatego powinniśmy my mówić spokojnie, ale stanowczo. Używanie wulgaryzmów świadczy o kulturze osobistej i o tym, czy rozmówca będzie nas postrzegał poważnie, czy też będzie nas traktował jako dziecko, któremu wydaję się, że jest dorosłe. Aby nie wynikły żadne nieporozumienia podczas rozmowy, należy poprosić o wyjaśnienie lub powtórzenie, gdy czegoś nie rozumiemy lub nie dosłyszymy.
To są tylko najważniejsze zasady, dzięki którym rozmówcy będą nas traktować poważnie, będą chcieli z nami rozmawiać oraz będą przestrzegali tych zasad w stosunku do nas.