Jest to jedna z moich przewodnich myśli i ona właśnie najlepiej określa mój światopogląd. Ateistą określam się, ponieważ tak jest najwygodniej, najszybciej i to jest chyba najbardziej przyswajalne dla innych ludzi.
Lecz ja uważam, iż nie ma sensu zastanawianie się nad istnieniem Boga oraz poszukiwaniem go, szukaniem dowodów na jego istnienie lub nieistnienie, bo jeśli jest to Bóg deistyczny(który nie inngeruje w życie ludzie, w losy wszechświata), to nie znajdę nigdy żadnych dowodów, a jeśli jest to Bóg teistyczny, to skąd będę wiedział, która religia ma rację. Dlatego najrozsądniej według mnie jest żyć, tak jakby Boga nie było.
Tak na podsumowanie moje króciutkie rozumowanie.
Nawet biorąc pod uwagę że są tylko dwie możliwość, jedna religa(obecnie mamy miliony religi) i niewiara, niewierzący wychodzi na tym korzystniej.
∞-nieskończoność
r=0,5 prawdopodobieństwo istnienia Boga
1-r - prawdopobieństwo nieistnienia Boga
Wierzący wierzy w Boga i Bóg istnieje: (∞-p)/∞ - taką część życia w pełni wykorzystuje, swoje życie ziemskie "p" poświęca Bogu
Wierzący wierzy w Boga, a Boga nie ma: 0 - taką część życia w pełni wykorzystuje
Niewierzący i Bóg jest: p/∞ - taką część życia wykorzysta
Niewierzący i Boga nie ma: 1 - taką część życia w pełni wykorzysta
ZAŁOŻENIE: r*(∞-p)/∞ + (1-r)*0 < r*(p/∞) + (1-r)*1
r*((∞-p)/∞) + < r*(p/∞) + (1-r)*1
r*(∞-p) < r*p + ∞ - ∞*r
r*∞ - r*p < r*p + ∞ - ∞*r
2(r*∞) < 2(r*p) + ∞
2(r*∞) - & < 2(r*p)
dla r = 0,5
∞ - ∞ < p
0 < p
Długość życia jest zawsze większa od 0, więc dla prawdopobieństwa równego r = 0,5 bardziej opłaca się być niewierzącym.
Ładny tytuł, miał być na początku "Rozp***alamy Afrykę", ale pewnie jakiś cioł by się poskarzył, że nie ma ostrzeżenia, że ten blog jest dla dorosłych. Ale już nie odbiegam od tematu, otóż okazuje się, że my niby cywilozowani ludzie doprowadzamy do głodu w Afryce.
Wysoki przyrost naturalny i AIDS
Tu jest wina chrześcijan, ale nie chodzi tu ludzi chodzących do kościoła, czy nawet o mohery, ale o papieża, biskupów, misjonarzy, ogólnie rzecz biorąc wszystkich, którzy przyczyniają się do szerzenia się wiary chrześcijańskiej w Afryce. Afrykanie porzucają wiarę w duszki zamieszkujące baoby na rzecz chrześciajaństwa z bardzo złym skutkiem. Co z tego, że się cywilizują? Jak chrześcijaństwo propaguje wielodzietność, poprzez zakaz używanie prezerwatyw, środków antykoncepycjnych, trzeba jeszcze dodać, że Afrykańczycy boją się bardzo obrazić Boga. Skutkiem tego oprócz większej ilości dzieci jest szybsze i rozprzestrzenianie się AIDS. Jedynym pozytywnym skutkiem występowania chrześcijań jest podnoszenie wieku pełnoletności.
Wojny
Tak my cywilizowanii Europejczycy, Amerykanie, Azjacie wywołujemy wojny na kontynecie Afrykańskim. Jak?
1. Gangi narkotykowe dają broń Afrykańczykom w zamian za narkotyki.
2. Rosja, Chiny, USA sprzedają broń. Państwa Afrykańskie kupują broń za pieniądze ze sprzedaży surowców mineralnych.
3. Państwa, które sprzedają broń podsycają wojny, przecież w końcu na tym zarabiają.
Brak rozwoju
Co niby to wina murzynów? Nie, to nie jest ich wina - to nasza wina. Zapychamy ich głowy wojnami, zyskiem na sprzedaży surowców, wojnami. Sprzedajmy im broń zamiast nawozów, motyk, grabii, traktorów, kombajnół! Uczymy ich walczyć zamiast pisania, czytania, gospodarzenia, prowadzenia biznesu! Budujemy plantacje narkotyków zamiast szkół! Dla meksyku postarano się zmodyfikować pszenicą[chyba pszenicę], ale dal Afryki już nie zmodyfikują. Oni by się lepiej rozwineli bez nas!
Wnioski sami wyciągnijcie!
Dlaczego postanowiłem napisać taki kontrowersyjny wpis? Ponieważ spotkałem się z takim tematem na forum.ateista.pl jak "Czy chciałbyś, żeby Bóg istniał?". Oczywiście nie chciałbym, żeby Bóg istniał, ale postanowiłem się jeszcze się zastanowić po co komu jest potrzebny Bóg.
Więc, trzeba zacząć od tego, że ludzie zaczęli tworzyć religie, gdy zaczęli się zastanawiać na zjawiskami występującymi na świecie. Występowanie burzy, deszczu tłumaczyli mocą jakiś nieznanych duchów(na początku byli to ich przodkowie), ponieważ nie umieli tego wytłumaczyć. Później, gdy zaczęli się zastanawiać jak powstał świat ich przodków zastąpili Bogowie, ale duchy przodków pozostały jako duchy błąkające się po ziemi jako demony lub dobre anioły. Mądrzejsi ludzie spośród ludzi(czyt. kapłani), zaczęli wykorzystywać swoją większą wiedzę, aby zyskać władze oraz korzyści materialne. Gdy władzę nad religią zyskali kapłani/szamani, zaczął się kształtować panteon bóstw, mniejsze bóstwa, które mogły mniej dać wzamian za modlitwę, były wypierane, generalnie duszki/demony w niektórych krajach już całkowicie zapomniane. Tak to przebiegał proces kształtowania się religii. Życie wieczne(po śmierci) jest motywem każdej religii od zarania dziejów, ludzie po prostu nie mogli sobie wyobrazić, że po śmierci tej osoby w ogóle nie będzie, ale jednego nie rozumiem: dlaczego płakali, skoro wiedzieli, że się z nimi spotkają.
Teraz Bóg jest jedynie niektórym potrzebny, aby wytłumaczyć jak powstał Wszechświat. Religii czepiają się też ludzie słabi psychicznie, chcą wiedzieć, że jeżeli tutaj się im w życiu nie powiedzie, to będą żyli wiecznie w Raju z Bogiem. Chcą też, aby inni decydowali za nich, wybierali im kodeks moralny, mówili im co mają robić, co nie, co nie wypada, co wypada, chcą też mieć pewność, że ktoś nad nimi czuwa(Bóg) i im pomorze, doradzi. Religia jest też dla ludzi słabo wykształconych, którzy po prostu nie znają dowodów naukowych na wyjaśnienie niektórych zjawisk tego świata oraz jest też dla tych którzy żyją w częściowo zamkniętych społecznościach, gdzie nie mają możliwości zetknięcia się z innymi poglądami, innymi dowodami, żyją w grupach wzajemnej adoracji. Religia jest też oczywiście dla tych, którzy chcą na niej zbić kasę(o. Rydzyk), decydować za innych.
Gdyby przyjąć argumentację wierzących, że Wszechświat musiał stworzyć Bóg, ponieważ musiał mieć jakąś przyczynę, i o to takim tokiem rozumowania możemy dojść do sprzeczności, co było przyczyną powstania Boga? Życie wieczne - nie ma takiego czegoś, niby dlaczego ma być, przecież Bóg jest miłosierny, więc nie może decydować, na podstawie jednego testu, czy człowiek ma być w piekle, czy w niebie. Narazie nic nie potwierdziło, że coś steruje człowiekiem oprócz mózgu, po prostu w mózgu jest wysoka rozwinięta sieć neuronowa, która steruje wszystkimi uczuciami, procesami życiowymi. Szympansy mogą też wykonywać skomplikowane zadania - wiem, że to nie jest niepodważalny dowód, człowiek po prostu wyewoluował(kościół nie zaprzecza ewolucji, a nauka potwierdza). Niby gdzie ta dusza miała się znaleźć, w ciele?; jakby miała nami sterować, energią? - a co z prawem zachowania energii. A dowód istnienia duszy, nie dowodzi jeszcze istnienia życia wiecznego.
A ja wolałbym żyć bez Boga, wierzyć, że nie ma życia wiecznego i dlatego postarać się żyć jak najlepiej w tym życiu, być jak najlepszy dla Świata, ludzi, żebym został dobrze zapamiętany, żeby moja rodzina była ze mnie dumna. I uważam, że Bóg i życie wieczne za bardzo ułatwiają życie, ludzie wierzą, że będą żyć wiecznie, więc nie starają się być dobrzy dla innych w tym życiu. Niektórzy uważają, że Bóg wybaczy nawet zabicie w imię wiary, że jeżeli nawracają to mogą zabijać. Oczywiście wolą mieć zarzucony z góry już Kodeks Moralny, nie chcą żyć po swojemu, decydować za siebie, brać życie na swoje barki, po prostu się nie uczą żyć, nie kształtują swojej moralności i przez to mniej sobie radzą w życiu. A gdy ktoś ich zapyta, dlaczego "coś" tak zrobił, powtarzają coś wykutego z biblii, czy jakiejś innej "świętej księgi", lub po prostu nie wiedzą dlaczego tak zrobili, mała cząstka ludzi wierzących ma świadomość swojego działania.
To byłoby na tyle. Teraz wy odpowiedzcie sobie na ważne pytania dotyczące waszego życia, ten tekst miał was zachęcić do samodzielnego myślenia, a nie do narzucenia wam ateizmu, agnostycyzmu, deizmu. Po prostu myślcie - niech to będzie waszą dewizą życiową.